piątek, 31 maja 2013

Rozdział 6


Zapukałem do pokoju, w którym musiała się znajdować. Do wszystkich innych zaglądałem i jej nie było, więc stwierdziłem, że uciec nie mogła, tylko jest w tym ostatnim pokoju.
Cisza.
Zapukałem ponowie.
Znowu to samo.
Postanowiłem wejść. Otworzyłem lekko drzwi i zobaczyłem ją siedzącą na łóżku i opartą o ścianę. Pisała coś w jakimś zeszycie. Nie podniosła nawet głowy, gdy wszedłem.
Usiadłem obok niej, a ona w tym samym momencie zamknęła swój notes.
-Co tam pisałaś? - spytałem.
-A co Cię to... - warknęła.
-Ronnie, przepraszam. Ale żeby się obrazić o to, że ktoś Cię pocałuje... No weź.. - chciałem ją objąć, lecz mnie odepchnęła.
-Zostaw mnie.. Widocznie nie należę do takich, które łatwo by uległy Twoim zalotom.
-Ej, ej, ej.. To nie tak.. - zacząłem.
-Przestań. Okay? Chcę zostać sama.. - powiedziała po czym wstała w łóżka.
-Dobra, ale Veronica.. Przepraszam i... wiedz, że ze mną możesz pogadać. Nie jedno przeszedłem w swoim życiu, myślę, że nie gorsze od Ciebie, ale jednak. - rzekłem i zacząłem kierować się do drzwi.
Wiedziałem, że tak tego nie zostawi, wypowiedziałem te słowa, bo miałem powód.
-Czekaj. Stój. Co Ty powiedziałeś? - zatrzymała mnie.
-To co słyszałaś. - odpowiedziałem.
-Ale..
-Tak Ronnie. Już wystarczająco się dowiedziałem, wtedy gdy przyjęłaś mnie na skype..
W tej samej chwili gdy to powiedziałem ona zaczęła płakać. Czyli jednak się nie przesłyszałem. To działo się naprawdę. Podszedłem do niej i przytuliłem, a ona nawet nie próbowała wyrwać się z uścisku. Wtuliła się we mnie, a ja próbowałem ją uspokoić.
-Wszystko będzie dobrze. - powiedziałem.



*ona*

To uczucie, jego usta, jego oddech, jego dotyk. To za dużo. Nigdy chyba nie polubię dotyku mężczyzny. Nie, nigdy tego nie lubiłam, nie lubię i nie polubię.
Weszłam do pokoju i od razu wyjęłam mój pamiętnik, a raczej zeszyt w którym mogłam się wyżyć. Tam jest wszystko. Moje uczucia, to co robię, to co myślę... Dosłownie wszystko.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam pisać. Wspomnienia z ostatniego razu powróciły. Ból. To było najgorsze. Codzienność była taka sztuczna. Zawsze uśmiech na twarzy, siła i zapomnienie o wszystkim. Powrót do domu był najgorszy, codziennie się bałam, chciałam uciekać, lecz to mój ojciec. Mamy już nie ma, odeszła.. Czemu mnie tak zostawiła? Chcę walczyć, lecz to jest zbyt trudne. Chcę uciekać, lecz nie mam dokąd. Chcę zapomnieć, lecz wspomnienia są silniejsze. Wiem, że do końca życia będę cierpieć. Przez niego, przez tego tyrana, przez to co mi robił i gdy wrócę do domu wiem, że znowu to mnie czeka.
Tyle razy obiecywał, że to ostatni raz, tyle raz powtarzał, że to nie boli. Czemu to jest takie trudne?
Nigdy nie miałam chłopaka, ponieważ wstydziłam się. W sumie to też bałam się dotyku innych chłopców. A teraz to.. Pierwszy raz ktoś inny niż mój tata mnie pocałował.
Z moich rozmyśleń i pisania w notesie wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
Po chwili znowu to usłyszałam.
Nie chciałam z nikim rozmawiać, jeśli to była Carolina to powiedziałabym jej, że męczy mnie kac, lecz osobą, która stała za drzwiami okazał się Justin.
Wszedł.
Pisałam dalej.
Usiadł obok mnie. Od razu zamknęłam zeszyt i go odłożyłam.
-Co tam pisałaś? - zapytał.
Po co w ogóle to przyszedł, nie byłam w nastroju.
-A co Cię to.. - warknęłam.
-Ronnie, przepraszam. Ale żeby się obrazić o to, że ktoś Cię pocałuje... No weź.. - próbował mnie objąć, lecz jego dotyk był dla mnie zbyt delikatny.
Poczułam się dziwnie i odepchnęłam go.
-Zostaw mnie.. Widocznie nie należę do takich, które łatwo by uległy Twoim zalotom. - próbowałam go spławić.
-Ej, ej, ej.. To nie tak.. - co on pierdoli?
-Przestań. Okay? Chcę zostać sama.. - syknęłam i wstałam w łóżka, aby się od niego oddalić.
-Dobra, ale Veronica.. Przepraszam i... wiedz, że ze mną możesz pogadać. Nie jedno przeszedłem w swoim życiu, myślę, że nie gorsze od Ciebie, ale jednak. - jego słowa wytrąciły mnie z równowagi. Na początku nic z tego nie rozumiałam. Po chwili zaczęłam uświadamiać sobie skąd on to wie.
-Czekaj. Stój. Co Ty powiedziałeś? - próbowałam go zatrzymać.
-To co słyszałaś. - powiedział.
-Ale.. - zaczęłam, ale nie musiałam kończyć, bo on zrobił to za mnie.
-Tak Ronnie. Już wystarczająco się dowiedziałem, wtedy gdy przyjęłaś mnie na skype.. - przez moment wydawało mi się, że żartuje, ale przypomniałam sobie to jak zobaczyłam, że trwała jakaś rozmowa po tym jak to się stało.
Zabrakło mi słów, nie wiedziałam co powiedzieć. Moje uczucia zrobiły to za mnie. Rozpłakałam się jak małe dziecko. Justin podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. W tym momencie potrzebowałam tego jak nigdy wcześniej. Wtuliłam się w niego i nadal płakałam.
-Wszystko będzie dobrze. - rzekł, ale ja i tak w to nie wierzyłam.

* * *

Długo nic nie było to jest coś na szybko. Nie mam kiedy dodawać, ponieważ nadal nie mam lapka, tzn. aktualnie poszukuję jakiegoś.. xd. Staram się dodawać gdy mam jak :))

@Nustiin


piątek, 17 maja 2013

Rozdział 5

Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Nigdy tak wcześniej się nie czułam. Próbowałam usiąść na łóżku lecz nie bardzo mi to wychodziło. Zaczęłam szukać telefonu i sprawdzałam gdzie tylko popadnie. Już się bałam, że go gdzieś zgubiłam wczoraj, ale w ostatniej chwili przypomniało mi się, że miałam w kieszeni. Wyjęłam i spojrzałam na godzinę. Było po ósmej. Bardzo wcześnie. Zachciało mi się pić, więc wstałam z wolno z łóżka i skierowałam się do wyjścia.
W domu panowała cisza. Zeszłam powoli na dół i przechodząc obok salonu zauważyłam, że Justin nadal śpi, ale miał na sobie same bokserki a jego koc, którym prawdopodobnie się przykrył, leżał na podłodze. Chciałam iść dalej, ale szkoda mi się go trochę zrobiło, więc podeszłam do niego i podniosłam koc. Chciałam go przykryć, ale chcąc nie chcąc spojrzałam na jego ciało.
Dobrze zbudowane, umięśnione, bez żadnych wad. Szerokie ramiona, widać było, że wysportowany jest. Ale nigdy nic nie wspominał o tym, że ćwiczy czy coś takiego... Jeszcze dużo o nim nie wiedziałam. Na razie to tylko kolega, tak samo jak Nathan. Na razie. Może lepiej by było gdyby tak zostało. Uśmiechnęłam się sama do siebie jak głupia, o czym ja w ogóle myślałam. Szybko położyłam na nic koc i poszłam do kuchni napić się wody.
Chciałam wrócić na górę do pokoju, ale usłyszałam jak coś upada. Zajrzałam do salonu i zobaczyłam, że Bieber się obudził ledwo patrząc na oczy, jedną ręką czegoś szukał na podłodze a drugą trzymał się za głowę. W tej samej chwili, gdy ja weszłam do pokoju spojrzał się na mnie i krzywo uśmiechnął. Podeszłam znowu do niego i widziałam, że na podłodze leży jego iPhone. Podniosłam i mu podałam.
-Dzięki. - odpowiedział a ja się uśmiechnęłam.
Chciałam już wyjść, ale odważyłam się o coś jeszcze zapytać.
-Jus, czy pamiętasz cokolwiek co wczoraj robiłeś? - spytałam.
-Ależ o co Ci chodzi... Ronnie. - zobaczyłam uśmiech na jego twarzy i trochę się zarumieniłam.
-Czemu Ronnie?
-Mój mózg inaczej funkcjonuje pod wpływem alkoholu. A jak myślisz, skąd się wziął Jerry i Lolly. - zaśmiał się a ja razem z nim.
-No okay... - patrzyłam się na niego i nie wiedziałam co zrobić.
-Mam do Ciebie mega prośbę... Przyniosłabyś mi wodę? - spojrzał się na mnie z wielkim uśmiechem.
-Eh.. Niech już Ci będzie. - odpowiedziałam i poszłam do kuchni.
Gdy wróciłam Justin wstał i nadal był w samych bokserkach. Trochę się zdziwiłam i próbowałam ukrywać, że ciągle się patrzę na jego klatę.
-Dziękuję. - powiedział po czym wypił wszystko jednym tchem.
Odłożył szklankę na stolik, który stał obok kanapy i zaczął szukać swoich ubrań. Usiadłam i wzięłam jego telefon do ręki. Nie wiedziałam dlaczego, ale odblokowałam go i zaczęłam mu szperać w nim.
-Co robisz? - zapytał.
-A nic, tak przeglądam, nie mogę? - uniosłam brwi i uśmiechnęłam się.
-Jak mi przeglądasz sms'y to Cię zabiję. - odpowiedział.
-Wiesz, że to jest groźba karalna. - zażartowałam i włączyłam w jego iPhonie folder z nagraniami.
-Co Ty nie powiesz. - usiadł obok mnie, w połowie ubrany.
Założył tylko spodnie ale nadal pozostawał z odkrytą klatką piersiową. Włączyłam ostatni filmik jaki został nagrany i zobaczyłam Justin'a siedzącego z gitarą w rękach. Usłyszałam pierwsze słowa i od razu spodobało mi się.

 "I'd wait on you forever and a day 
Hand and foot 
Your world is my world 
Yeah 
Ain't no way you're ever gon' get 
Any less than you should"

Justin zabrał mi swój telefon i powiedział, że starczy tego dobrego. Zaczęłam się z nim kłócić, chciałam jeszcze coś usłyszeć. To co usłyszałam było świetne. To był dopiero początek a on coś takiego boskiego musiał przerwać. Byłam na niego wściekła. Nie rozumiałam dlaczego nie chciał mi więcej pokazać. Zawsze był taki pewny siebie a teraz, gdy zobaczył, że to usłyszałam i zobaczyłam trochę się zawstydził. 
-Ale Ty jesteś.. - powiedziałam naburmuszona.
-No jaki? - spytał zbliżając się do mnie. 
-Głupi! - odpowiedziałam wytykając mu język jak małe dziecko.
-Czyli nie chcesz zobaczyć więcej filmików? - spytał i uniósł jedną brew. 
-To jest szantaż! - oburzyłam się a on pomachał mi swoim telefonem przed nosem.
Rzuciłam się na niego a on chował telefon gdzie się tylko da. 
-Dawaj to! - krzyknęłam.
-Chciałabyś... Przeproś. - powiedział.
-Ciekawe za co... - zaśmiałam się.
-Za co? To jeszcze zobaczymy. - schował telefon do tylnych kieszeni swoich spodni i przygniótł mnie swoim ciałem. Zaczął mnie łaskotać i śmiać się a ja razem z nim.
-A więc? - spytał.
Będąc już trochę bardziej pewna siebie objęłam go rękoma i próbowałam się zniżyć, aby dosięgnąć ręką jego telefon. Dotykałam jego pleców i jechałam coraz niżej. 
-A więc to... - włożyłam rękę do jego kieszeni i wyciągnęłam telefon. 
Od razu zareagował, lecz ja zdążyłam wstać z kanapy. Pokazałam mu komórkę i dumna z siebie uśmiechnęłam się. 


*on*

Wiedziałem, że to był zły pomysł. Mogłem go schować i pilnować, ale dałem się nabrać. Widziała jeden filmik, nawet nie cały. Nie było źle. Zastanawiałem się kiedyś nad tym, kto poza Nathan'em zobaczy te nagrania. Moje piosenki, moja muzyka, wszystko było tylko moje. Jakoś nie miałem ochoty się z nikim dzielić. To nie dla mnie. Dodawanie filmików na YouTube i żeby inni je komentowali. O tym, że gram na gitarze i, że w ogóle coś piszę wiedział tylko Nathan. Teraz gdy ona to zobaczyła, nie wiem. Nie chciałem, żeby widziała coś jeszcze. Albo może chciałem.. Może chciałem, żeby ktoś w końcu to ocenił. Miałem dziwne uczucia a przede wszystkim mega kaca. 
-Poddajesz się? - spytała.
-Ja? - przed chwilę zastanawiałem się co zrobić, aż w końcu na coś wpadłem - Dobra. Ronnie... - zacząłem do niej podchodzić - Możesz robić co chcesz, ale przy mnie, dobra? - stanąłem przed nią.
-Noo.. Nie wiem. - odpowiedziała.
-Hej, mała... Tylko nie uciekaj. - złapałem jej rękę - Może być? Chodź usiądziemy i razem z Tobą to pooglądam. - dotknąłem jej drugiej ręki, w której przymała mocno mojego iPhone. - Więc? - przyciągnąłem ją do siebie i spojrzałem jej w oczy. Nasze twarze były od siebie na kilka centymetrów. Zbliżyłem się jeszcze bardziej, tak, że musnąłem jej usta i w tym samym momencie puściła telefon. Złapałem go i uśmiechnąłem się dumnie. Odsunąłem się i schowałem telefon do kieszeni.
-Idiota! - krzyknęła wychodząc z salonu.
Założyłem koszulkę i ogarnąłem trochę i poszedłem do łazienki, aby się odświeżyć. Dopiero w tej chwili zacząłem się zastanawiać jak ja się tutaj znalazłem. To, że Veronica była przy mnie, gdy leżałem pamiętam, ale jak tutaj trafiłem... Nigdy nie było tak źle jak teraz. Chyba straciłem trochę kontrolę nad tym co robię. Byłem trochę wściekły na to co słyszałem na skype, chciałem z nią o tym porozmawiać. Teraz na pewno nie będę miał okazji.
Usiadłem na kanapie bawiąc się swoim iPhone i trochę się zamyśliłem. Nie zauważyłem, że Carolina usiadła obok mnie i tak przez chwilę siedziała.
Spojrzałem na nią.
-Co? - spytałem.
-Jeszcze nigdy nie widziałam się takiego...
-Daj spokój. Nic nie pamiętam. - rzekłem po czym wstałem i zacząłem chodzić w jedną i w drugą.
-Taa... Jak by się matka zobaczyła.. - zaczęła.
-Nawet nie kończ. - krzyknąłem choć wcale nie chciałem.
-Okay. Dobrze, że Nathan pomyślał i przyprowadził Cię tutaj, powiedział też Twojej mamie, że jesteś u niego. - wyjaśniła.
-Spoko. Wiesz... Idę do niego. Nara. - chciałem wyjść, lecz Calina mnie zatrzymała.
-Człowieku, on pewnie jeszcze śpi. Jest dziewiąta rano, jest niedziela.
Popatrzyłem się na nią i zacząłem myśleć. Choć nie przyszło mi to łatwo, bo mój łeb mi pękał.
-No w sumie.
Carolina poszła do kuchni a ja wróciłem na kanapę i się położyłem.
-Caliiiiiiii! - zawołałem.
-Czego?
-Masz może coś na ból głowy? - zapytałem.
Po chwili pojawiła się obok mnie.
-Jest jedno rozwiązanie. Nie pić. - uśmiechnęła się - Albo pić z umiarem. Bierz przykład ze mnie, dwa drinki i koniec. A na następny dzień jest wszystko dobrze.
-Bardzo śmieszne. Weź daj jakieś tabletki czy coś..
-No weź daj.. - drażniła się ze mną.
-Poproszę. - uśmiechnąłem się lekko i patrzyłem się na nią dopóki nie odeszła.
Wróciła ze szklanką wody i jakąś tabletką.
-Masz. Połykaj. - podała mi.
Szybko połknąłem to obrzydlistwo. Wyglądało fajnie, ale w samu było okropne. Carolina wróciła do kuchni robić śniadanie a Veronica od tamtej pory nie schodziła na dół. Postanowiłem się do niej przejść i jakoś pogadać. Nie moja wina, że musiałem aż takiej mojej tajnej broni użyć. Lol. Dziwnie to brzmi, no ale. Jak nie chciała po dobroci oddać, to coś musiałem zrobić.
Wstałem i skierowałem się w stronę schodów. Carolina się na mnie spojrzała i wyglądało na to jakby chciała coś powiedzieć. Otworzyła usta, ale wypuściła powietrze i wróciła robić to co robiła a ja wszedłem po schodach na górę i odszukałem pokój, w którym znajdowała się Ronnie. 

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 4


-Chcecie coś jeszcze do picia? - zapytałem wyłączając muzykę, która była puszczona na moim laptopie.
-Wiesz.. Może pójdziemy do jakiegoś klubu, czy coś? - spytał Nathan.
-Oo.. Dobry pomysł. - zgodził się Tom.
-Spoko. To zabierajcie swoje dupy i idziemy. Przyda się jakaś odmiana na początek roku. - uśmiechnąłem się i wyszliśmy z pokoju.
Schodząc w dół mama zapytała mnie gdzie idę a ja odpowiedziałem jej, żeby na mnie nie czekała i że wrócę późno. Wziąłem klucze od domu i wyszliśmy.
Dochodząc do klubu zadzwonił jakiś telefon. Okazało się, że to Igora, więc odebrał i przez chwilę rozmawiał oddalony na kilka kroków od nas. Wrócił i miał trochę dziwną minę.
-Co jest? - spytał Jack.
-Muszę wracać. Matka do mnie zadzwoniła, że wychodzi a moja młodsza siostra nie ma z kim zostać. - rzekł żegnając się z nami.
-Stary, więc dozo niedługo mam nadzieję. - powiedziałem i nasza czwórka weszła do klubu a Igor odszedł.

To był dopiero początek a ja czułem, że odlatuję. Chłopaki namawiali mnie na kolejne piwo i jeszcze jednego kieliszka, lecz ja już nie mogłem. Odmówiłem, na co oni zaczęli mówić, że jestem słaby. Ledwo trzymałem się na nogach, gdy nagle zobaczyłem Veronicę. Przez chwilę zastanawiałem się co ona tutaj robi, bo przecież do klubu mogli wejść tylko pełnoletni. Spojrzałem na chłopaków i pomyślałem, że mogę się wyrwać od nich, ponieważ nie przełknąłbym już ani kropli więcej.
-Zaraz wracam. - powiedziałem do nich patrząc ciągle na dziewczynę. Oni zauważyli mój obiekt zapatrzenia i coś zaczęli mówić, lecz już nie słyszałem.
-Cześć młoda. - zacząłem a ona się na mnie spojrzała jakby zobaczyła ducha.
-No hej. - odpowiedziała.
-A co Ty tu robisz? - spytałem.
-Stoję, piję... - podniosła szklankę z drinkiem do góry - i się bawię. - uśmiechnęła się szeroko.
Zobaczyłem, że również nie była dość trzeźwa, ale nie była pijana aż tak jak ja.
-Czy Ty czasem nie jesteś za młoda na to? - podniosłem jej rękę z drinkiem.
-Nieważne. - odpowiedziała.
-Nieładnie. Z kim tutaj jesteś? - zapytałem ale długo nie musiałem czekać na odpowiedź, bo obok siebie zobaczyłem Carolinę.
-Ooo..Siema Jerry! - przywitała się ze mną.
-Hej. - odpowiedziałem - Nie sądziłem, że Was tutaj spotkam. - przyznaję, to był dość dziwny widok Caliny w jakimkolwiek klubie. Przecież ona całymi dniami siedziała przed książkami, tak przynajmniej myślałem.
Powoli traciłem orientacje co tu się ku*wa dzieje.
-Nie wiem jak Ty, ale my wracamy się dalej bawić. Dozo w szkole czy tam jutro, nieważne. - Carolina wzięła za rękę Veronicę i zaczęła ją ciągnąć w stronę parkietu.
Przez chwilę zastanawiałem się nad tym co słyszałem dzisiaj po południu, gdy ona do mnie zadzwoniła na skype. Nie wiedziałem, czy to stało się naprawdę, czy tylko przez to, że mam dość dużo alkoholu w sobie.
Stałem i patrzyłem się jak głupi na nie, uświadomiłem sobie, że gdy wrócę do chłopaków będę musiał jeszcze więcej wypić, nie chciałem, ale co miałem zrobić. Nie wyjdę, uznaliby mnie potem za jakiegoś tchórza czy coś, moja reputacja by się zepsuła...
Spojrzałem na nich a oni się z czegoś śmiali, jak zawsze.
Wróciłem do nich.
-To teraz za co pijemy? - spytałem i ch*j mnie obchodziło, czy zaleję się w trupa, raz się żyje a poza tym nie raz już takie imprezy przetrwałem.

*ona*

Siedziałyśmy w parku na ławce, gdy Carolina zaproponowała mi, żebyśmy wieczorem wybrały się do klubu. Wiedziałam, że to nie spodoba się mojemu ojcu, ale co mi szkodziło. Aż taka święta nie jestem... No właśnie nie jestem, tak samo jak i on.
Zgodziłam się, musiałam jakoś się wyrwać z mojego nowego domu i uczcić rozpoczęcie roku w nowej szkole i nowym mieście z nową przyjaciółką.
Rozmawiałyśmy jeszcze z pół godziny i gapiłyśmy się na ludzi. Wydawało to się trochę dziwne, ale fajne. Lol.
-Idziemy coś się napić? Tutaj jest taka fajna kawiarnia, chodź pokażę Ci. - powiedziała Carolina z uśmiechem na twarzy.
-Okay. Spoko. - odpowiedziałam jej i poszłyśmy.
Usiadłyśmy przy pierwszym wolnym stoliku a kelner od razu przyniósł nam menu.
-Ja poproszę latte. - zaczęła Calina.
-A ja... - tyle tego tam było, że nie wiedziałam co wybrać aż wreszcie się zdecydowałam - Café Creme. - uśmiechnęłam się do kelnera.
-Jak tam, podoba Ci się w nowej szkole? - zapytała nagle dziewczyna.
-To dopiero pierwszy tydzień - zaśmiałam się - ale nie jest tak źle. - odpowiedziałam.
-Będzie lepiej, zobaczysz. Tylko ten rok, jeszcze jeden i koniec.- rzekła - Szybko minie.
-W takim towarzystwie to na pewno. - uśmiechnęłyśmy się do siebie.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale przeszkodził nam kelner, który przyniósł nasze zamówienia. Spojrzałam na Carolinę i wyleciało mi z głowy.
Wypiłyśmy napój i wychodząc zadzwoniła komórka Caroliny. Dziewczyna odebrała. Nie wsłuchiwałam się w rozmowę, ale usłyszałam tylko "okay, zaraz będę", "spoko", "no".
Po rozłączeniu spojrzała na mnie i powiedziała, że musi wracać do domu a przy okazji wejść do sklepu.
-Przyjdę po Ciebie o ósmej. - pożegnała się i poszła w swoją stronę.
Stałam chwilę w miejscu myśląc co zrobić. Stwierdziłam, że wrócę do domu, bo i tak nic innego nie mam do roboty. Pomyślałam, że znajdę jakieś ubrania na wieczór, bo zapomniałam, że wszystkiego i tak tutaj nie mam.
Wchodząc do jeszcze pustego domu odwróciłam się i zerknęłam na dom Justin'a. Nie wiem dlaczego, ale tak odruchowo, chciałam po prostu sprawdzić czy może go zobaczę. Ale jego tam nie było, więc zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do swojego pokoju.
Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Przez chwilę myślałam o tym co przez ten tydzień mnie spotkało. Przypomniało mi się, że miałam dać znać moim starym znajomym. Starym... Można ich tak już nazwać. Wstałam i wyjęłam z jeszcze nierozpakowanej torby laptop. Usiadłam przy pustym biurku i włączyłam go. Poczekałam chwilę, aż się wszystko uruchomi i weszłam na facebook'a. Zauważyłam, że mam trzy zaproszenia. Były one od Caroliny, Justin'a i Nathan'a. Zaakceptowałam i z ciekawości weszłam na profil Bieber'a.
Większość postów to były żarty jego i Nathan'a oraz jeszcze jakiś innych chłopaków.
-Nigdy ich nie zrozumiem. - powiedziałam do siebie.
Weszłam w zdjęcia, ale okazało się, że nie ma ich za wiele. Jak to chłopak, nie lubi zdjęć.
Wyszłam z jego fejsa i włączyłam skype. Oczywiście znowu powitały mnie trzy zaproszenia do kontaktów. Przyjęłam je i zauważyłam, że Justin jest dostępny. Chciałam coś napisać, tak tylko, po prostu chciałam się dowiedzieć co u niego słychać... Czy..? Sama już nie wiedziałam po co. Ale nawet nie odważyłam się napisać jednej litery.
Nagle usłyszałam dźwięk samochodu, podeszłam do okna i zauważyłam, że tata wrócił. Trochę mnie to zdziwiło, bo myślałam, że wróci wieczorem, jak zawsze. Wróciłam przed laptop i spojrzałam jeszcze raz na ekran.
Usłyszałam głośny dźwięk, jakby ktoś drzwi wyważył. Przestraszyłam się i przez przypadek kliknęłam coś w laptopie i szybko zamknęłam. Wstałam i doszłam tylko do drzwi, gdy się otworzyły. Zobaczyłam w nich wściekłego tatę a jego mina mówiła wszystko. Chciał znowu to zrobić a ja jak zwykle chciałam uciec. Złapał mnie i dotykał w różnych miejscach.
-Zostaw mnie! - krzyczałam. - Nie dość Ci już było, czemu mi to robisz? - zapytałam nagle, nigdy o to nie pytałam, jakoś nie miałam odwagi a teraz wszystko miało być ślicznie, pięknie a on nagle przyszedł.
-Przestań krzyczeć. Nic Ci się nie stanie... Jak zawsze. - powiedział i kontynuował to co zaczął. Po chwili straciłam całe ubranie, które miałam na sobie i działo się to co zawsze.

Zamknęłam się w łazience. Nie chciałam z niej wyjść. Miało być dobrze, w nocy powiedział, że już nigdy tego nie zrobi. A jednak... Tak było zawsze. Nie mogłam się od niego uwolnić, bo jednak był moim ojcem. Tym okropnym, obrzydliwym chujem, ale jednak ojcem.
Łzy leciały już automatycznie. Nie chciałam płakać, już za dużo takich momentów miałam. Usłyszałam jak samochód odjeżdża, więc postanowiłam wyjść z łazienki i udać się do swojego pokoju.
Wchodząc zobaczyłam, że jest już siódma a o ósmej umówiłam się z Caroliną. Szybko znalazłam jakieś ubrania a dokładniej niebieskie rurki, czarny top i jakieś trampki. Mój ulubiony strój, miałam nadzieję, że na imprezę się nada, bo nic innego nie miałam. Sukienki nie założyłabym, spódniczki tym bardziej, jakoś nie lubiłam w tym chodzić. W spodniach czułam się najlepiej, bo były wygodne do tańca a taniec to jeden nieodłączny element mojego życia.
Ogarnęłam się w łazience i po czterdziestu minutach byłam gotowa. Weszłam jeszcze na chwilę do pokoju i zauważyłam, że laptop jest włączony. Otworzyłam go a skype nadal był otwarty i była jakaś rozłączona rozmowa z Justin'em, która trwała kilka minut. Mój laptop ma już cztery lata, więc może coś zaczyna się psuć. Olałam to i wyłączyłam go. Przez chwilę jeszcze stałam tak nad nim i zaczęłam go pakować. Wzięłam też w torbę jakieś ciuchy na przebranie, ładowarkę od telefonu i komórkę w kieszeń.
Carolina czekała na mnie przed domem. Wyszłam i zamknęłam drzwi.
-Gdzie Ty się wybierasz? - spytała widząc mnie z tą torbą.
-Wyświadczysz mi przysługę? - spytałam.
-Oczywiście, ale o co chodzi?
-Przenocuj mnie dzisiaj. Zaniesiemy to do Twojego domu i możemy ruszać. - odpowiedziałam
-Dobra, ale.. - zaczęła.
-Później Ci wszystko wytłumaczę. - uśmiechnęłam się i ruszyłyśmy.

Stałam przy barze i piłam drinka, gdy nagle ktoś powiedział:
-Cześć młoda. - odwróciłam się i zobaczyłam Justin'a. Trochę się zdziwiłam widząc go.
-No hej. - odpowiedziałam.

-A co Ty tu robisz? - spytał.
-Stoję, piję... - podniosłam szklankę z drinkiem do góry - i się bawię. - uśmiechnęłam się szeroko.
Bieber był chyba bardzo pijany, albo tylko tak mi się wydawało. Ja też byłam trochę wstawiona, ale widać, że on ledwo się trzymał na nogach.
-Czy Ty czasem nie jesteś za młoda na to? - podniósł moją rękę z drinkiem.
-Nieważne. - odpowiedziałam.
-Nieładnie. Z kim tutaj jesteś? - zapytał, gdy nagle podeszła do nas Carolina, którą zgubiłam gdzieś na parkiecie.

-Ooo..Siema Jerry! - rzekła.
-Hej. - odpowiedział - Nie sądziłem, że Was tutaj spotkam. - był dość zmieszany, ale to chyba przez alkohol.
-Nie wiem jak Ty, ale my wracamy się dalej bawić. Dozo w szkole czy tam jutro, nieważne. - Calina wzięła mnie za rękę i wciągnęła w głąb ludzi na parkiecie.
Było to dość dziwne spotkanie, to było normalne, że on chodzi na imprezy czy coś, ale że go zobaczę całkowicie zalanego. To był ciekawy widok, bo i tak wyglądał tak samo powalająco jak normalnie. Co ja gadam... On jest po prostu normalny. Jak każdy chłopak.
Więcej już nie piłam, nie chciałam stracić wątku a Justin'a już nie widziałam.
Wyszłyśmy około drugiej i zrobiło się trochę zimno. Szłyśmy w stronę domu Caroliny, gdy nagle zauważyłyśmy chłopaków.
-Ejj.. Debile! - krzyknęła Calina a oni się odwrócili na co my się zaśmiałyśmy.
Podeszłyśmy do nich i zauważyłam, że Justin nie trzymał się zbyt dobrze.
-Boże.. Bieber... - powiedziałam.
-S-ł-słu-słucham... - wydukał podtrzymując się Nathan'a.
-Daj spokój, on jest totalnie nawalony. - rzekł Sykes.
-Ha nie wierzę, Jerry pierwszy raz dał się aż tak nabzdryngolić. - zaśmiała się Carolina. - Może nie zabierajmy go do domu? Bo jak jego rodzice go zobaczą... Nie będzie miło.
-No właśnie nie wiem co z nim zrobić... - powiedział Nathan i spojrzał na Justin'a.
-Mam pomysł. Zaprowadź go do mnie, mam wolą chatę, jedynie Veronica będzie. - uśmiechnęła się Calina i spojrzała na mnie a ja trochę się skrzywiłam. - Nie będzie tak źle. Prześpi się w gościnnym.
-Ale Lolly, musisz go zanieść. - rzekłam.
-Spoko. Już się robi. - Nathan podtrzymywał ciągle Justin'a a my szłyśmy obok.
Otworzyłam drzwi do domu, aby Sykes mógł go wprowadzić. Położył go na kanapie.
-Jak coś, był u mnie. Jutro powiem to jego starszym. - uśmiechnął się i wyszedł.
-Czy... on śpi? - spytałam patrząc na leżącego jak trup Bieber'a.
-Nie wiem, ale ja idę spać. - powiedziała - Wiesz gdzie masz pokój i swoje rzeczy. - uśmiechnęła się i poszła do siebie.
Nachyliłam się nad nim i chciałam dotknąć jego twarzy, żeby sprawdzić czy śpi, gdy nagle otworzył oczy.
-Ooooo....Roo-Ronnie - wymamrotał.
-Co? - zapytałam lekko przestraszona.
-No, Roooooonie - przeciągał - Veeeeroooooonica.
-Aa.. Dobra. Idę spać. - rzekłam i ruszyłam ku schodom na górę, gdzie był pokój w którym miałam swoją torbę.
-Nieeeee. Nieeee zostawiaj mnie. - odwróciłam się i zauważyłam jak chłopak chciał się podnieść.
-Kretynie, jesteś pijany. Zaraz się przewrócisz. - podeszłam do niego, na co on złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, gdy upadał na kanapę. Byliśmy zbyt blisko siebie i czułam się niekomfortowo, taka czułość przypominała mi o tym co robił mi tata.
Szybko się od niego oderwałam.
-Idę spać. Tobie też radzę, jutro będziesz mieć mega kaca.
-Dobraaaaaanoc pię-ę-ę-kna. - przewróciłam oczami i poszłam do pokoju.
Kręciło mi się w głowie, więc szybko położyłam się na łóżku i zasnęłam.



niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 3

Obudziłem się na łóżku ze słuchawkami w uszach i telefonem w ręku. Nie pamiętałem jak zasnąłem i byłem trochę zdezorientowany. Podniosłem się i odłożyłem komórkę na stolik obok łóżka. Wstałem i zauważyłem, że byłem w tych samych ubraniach co w szkole. Skierowałem się do szafy, wyjąłem piżamę, czyli jakieś bokserki i poszedłem do łazienki. Powolnym ruchem zacząłem się przebierać i po chwili usłyszałem jakieś dźwięki.
Łazienka mieściła się obok pokoju rodziców, ja miałem trochę dalej. Wychyliłem się zza drzwi i zacząłem się rozglądać. Nikogo nie zauważyłem, lecz dźwięki wydawały się coraz głośniejsze. Wyszedłem i jeszcze raz dobrze się rozejrzałem. Na początku zajrzałem do pokoju mojego brata. Otworzyłem po cichu drzwi i zobaczyłem, że Jaxon śpi. Odgłosy ucichły, więc chciałem wrócić do siebie. Wchodząc znowu coś usłyszałem. Tym razem skierowałem się do źródła dźwięku. Okazało się, że to dochodzi z pokoju moich rodziców. Gdy doszedłem cicho przyłożyłem ucho do drzwi. Wtedy rozpoznałem, że te dźwięki to były jęki. Przez chwilę zastanawiałem się czy wejść czy nie. Ale stwierdziłem, że nie chciałbym zobaczyć rodziców w dwuznacznej pozycji, więc wróciłem do siebie.
Zamknąłem drzwi i spojrzałem na okno. Zauważyłem jakieś światło i podszedłem do niego. W pokoju Veronici widziałem jakiś cień a po chwili ukazał się drugi. Pomyślałem, że to jej ojciec, ale co o tej porze on by robił u niej w pokoju? Stwiedziłem, że to nie moja sprawa, ale widząc te cienie zastanawiało mnie to co oni tam robili. Stałem tak jeszcze przez chwilę, ale po kilku minutach wróciłem do łóżka. Położyłem się. Wziąłem telefon do ręki. 1:06. Odłożłem go i próbowałem zasnąć.

-Juuuustin!! - obudziły mnie jakieś krzyki. - Wstawaj, leniu! Jest już po dziesiątej.
-Coo...? - mruknąłem zaspany.
-Wstawaj, ubieraj się i wychodzimy. Chłopaki już czekają na nas w parku. - ponownie usłyszałem znajomy głos a po chwili zorientowałem się, że to Nathan.
-Dobra, dobra. Już się podnoszę. - mówiłem - Ale wyjdź z mojego pokoju, bo przy Tobie nie mam ochoty się przebierać. - wstałem i wypchnąłem stojącego w wejściu przyjaciela.
Podszedłem do szafy i sięgnąłem pierwsze, lepsze ubrania. Upewniając się, że nikt nie wjedzie przekręciłem zamek w drzwiach. Zdjąłem bokserki i założyłem świeże. Stojąc przed oknem zakładałem spodnie. Gdy zapinałem pasek spojrzałem w okno i od razu rzuciła mi się w oczy dziewczyna stojąca po drugiej stronie ulicy w swoim pokoju. Widać było, że się zamyśliła i nagle spojrzała na mnie. Pomachałem jej, a Veronica się uśmiechnęła i najwyraźniej trochę zarumieniła na twarzy, ponieważ stałem w samych spodniach bez koszulki. Odzwajemniłem uśmiech i chwilę się na nią patrzyłem, ale z transu wyrwał mnie Nathan, który zaczął pukać do drzwi.
-Ej, stary? Co Ty dam do cholery robisz?
-Już idę. - pomachałem jej ponownie i odwróciłem się biorąc koszulkę i ją zakładając. Otworzyłem drzwi i wyszedłem. Przechodząc obok łazienki szybko do niej wpadłem i spojrzałem w lusterko.
-Wyglądasz bosko. - naśmiewał się ze mnie Sykes.
-Poczekaj, tylko poprawię włosy. - rzekłem i przeczesałem je ręką oraz na koniec trochę roztargałem, żeby wyglądały naturalnie.
Wyszedłem z łazienki i zszedłem po schodach na dół. Przywitałem się z mamą i powiedziałem, że wychodzę i nie wiem kiedy wrócę.
Przy drzwiach wyjściowych jeszcze raz spojrzałem w lusterko. Wszystko było okay, więc sprawdziłem czy mam telefon i podążyłem za przyjacielem.


*ona*

Obudziłam się dość wcześnie. Jak zwykle nie mogłam spać, przez te wszystkie wydarzenia z ostatnich kilku dni. Przed oczami ciągle miałam jeden obraz i było mi z tym źle. Nie chciałam wyjść z pokoju, pomyślałam, że zejdę gdy tata pojedzie do pracy.
Po dwóch godzinach usłyszałam trzask drzwi. Wstałam i wyjrzałam przez okno. Tata wyjeżdżał do pracy. Głośno odetchnęłam i gdy zamknęłam oczy miałam przed sobą to co sie działo przez poprzednie dni. Mimowolnie zerknęłam na okno Justin'a na początku nikogo tam nie było, ale po chwili ukazał się on. Bez koszulki, prawie nagi, zapinający pasek od spodni. Gorący, przystojny, z kilkoma tatuażami na klacie, których wcześniej nie mogłam dojrzeć. Zamyśliłam się a on spojrzał się na mnie, zawstydzona uśmiechnęłam się, ale nie potrafiłam odejść i stracić takiego widoku. Justin pomachał mi a ja nie wiedziałam co zrobić, bo stałam i patrzyłam się tylko na niego jak w jakimś transie. Uświadomiłam sobie, że chciałabym tego dotknąć, jego mięśni i zobaczyć to wszystko z bliska. Wiedziałam, że się rumienię coraz bardziej. Bieber pomachał mi ponownie i zniknął z mojego widoku. Stałam tam jeszcze chwilę i zastanawiałam się nad tym co przed chwilą widziałam.
Wczoraj poznałam chłopaka a dzisiaj już widziałam jego umięśnioną klatę i myślałam o różnych dziwnych rzeczach z nim związanych.
Odwróciłam się i postanowiłam zejść na dół i zjeść jakieś śniadanie.
Po zjedzeniu ogarnęłam się i postanowiłam włączyć tv. Gdy usiadłam na kanapie dostałam sms.
"Co dzisiaj robisz? - Carolina.
"Właściwie to nic..." - odpisałam jej.
"To spotkajmy się w parku, tam za szkołą, pokazywałam Ci wczoraj gdzie to"
"Spoko, za trzydzieści minut będę."
Wstałam i poszłam na górę do pokoju jakoś normalnie się ubrać, bo miałam na sobie dresy i jakąś zwykłą koszulkę, taką po domu. Otworzyłam szafę i stwierdziłam, że za dużo w niej nie ma, ponieważ jeszcze nie wszystko zostało przywiezione ze starego domu. Wyjęłam czarny top i przez chwilę zastanawiałam się jaka jest pogoda. Podeszłam do okna i otworzyłam je. Wzięłam głęboki oddech. Świeże powietrze, to było coś czego mi brakowało. Od razu przypomniało mi się, jak zawsze rano we wakacje wychodziłam z domu i wracałam wieczorem. Tutaj miałam z tym problem, ponieważ mieszkałam tutaj dopiero kilkanaście dni i nie znałam za bardzo okolicy.
Spojrzałam na dom Justin'a i w tej samej chwili zauważyłam jego, idącego z kolegami jakimiś. Znałam tylko Nathan'a. Reszty nigdy nie widziałam, nawet w szkole. Bieber zobaczył mnie i się uśmiechnął. Pomachałam mu i od razu zamknęłam okno. Dziwnie to wyglądało a ja się zawstydziłam. Postanowiłam wrócić do ubrania się, bo zostało mi już mało czasu do spotkania z Caroliną.
Założyłam pierwsze, lepsze rurki. Były one koloru niebieskiego, więc czarny top i białe trampki bardzo do siebie pasowały.
Wyszłam z domu zamykając go na klucz. Wiedziałam, że tata wróci późno wieczorem. A nawet gdyby wcześniej miał zamiar wrócić to miał swój klucz.


___________________________________________________________________________

Dobra wiadomość jest taka, że mam już komputer ;D 
Więc myślę, że rozdziały będą częściej, ale przez ten tydzień wątpię, że coś napiszę, bo mam egzaminy ;/

@wolfik69


czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział 2.

Kolejne dni mijały. Pierwszy tydzień nauki w szkole. Ostatnia klasa i tak wiele prac domowych. Ono chyba oszaleli. Nie miałem już na nic czasu. Te dni mijały dość długo. Nathan również nie ogarniał niczego. Aż w końcu doczekaliśmy się piątku.
Wychodząc ze szkoły razem z Lolly'm czekaliśmy na Caline. Stojąc przed bramą szkoły gadaliśmy o tym co będziemy robić w weekend.
-W sobotę wieczorem mały wypad na miasto nie zaszkodzi, co? - spytał mnie Nathan.
-Pewnie. Zabierzemy jeszcze Tom'a, Jack'a i Igor'a*. Męski wieczór jak za dawnych czasów. - zaśmiałem się.
-Coroczne spotkanie na rozpoczęcie szkoły. - uśmiechnął się chłopak - Czy Cali wspominała coś o tym, że ma jakąś nową przyjaciółkę? - spojrzeliśmy na zbliżającą się Carolinę razem z dziewczyną, która od początku roku na mnie wpadała.
Przyznam, że nie zawsze to było z jej winy, ale to wydawało się dość dziwne.
-Nie przypominam sobie...
-Cześć lenie. - przywitała się z nami - Chciałam Wam kogoś przedstawić. - spojrzała na nieznajomą - To jest Veronica. Jest tutaj nowa, chodzi razem ze mną do klasy i... - uśmiechnięta Calina zaczęła o niej opowiadać.
-Ej, ej, ej.. Stop! Cali. Spokojnie - Nathan nie mógł powstrzymać śmiechu, miewał tak dość często od czasu, gdy dowiedział się, że Carolina połączyła naszą panią od historii, która jest piękna jak bogini Afrodyta, wielu uczniom się podobała, bo nie dość, że ładna to i młoda, z naszym nauczycielem od wychowania fizycznego, który ma brzuch wielki jak bęben, na głowie włosów tyle, że mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, wiek gdzieś sięgający pięćdziesiątki i zawsze gramy w jakieś gry na jego lekcjach, bo jemu nie chce się nas uczyć. Dobrze, że jeszcze w tej szkole istnieją tacy ludzie.
-Czemu on się ciągle śmieje i z czego? - nagle odezwała się nowa.
-On tak ma, nie zwracaj na niego uwagi. - odpowiedziałem, po czym Sykes się uspokoił i się na mnie spojrzał.
-Ej... - syknął.
-No co, taka prawda. Zawsze się tak głupio śmiejesz i wszyscy Cię na chwilę olewają, bo nie ma na co patrzeć. - powiedziałem po czym, przypomniało mi się, że nie przedstawiłem się tej nowej.
-Tak w ogóle to Justin jestem. - z uśmiechem podałem jej dłoń.
-Veronica. - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
-A ten debil to Nathan. - wskazałem Lolly'ego, który nie bardzo wiedział o co chodzi.
-Dobra chłopaki, ja muszę już lecieć, mama kazała mi jeszcze coś kupić. - rzekła Calina, pożegnała się i mijając nas poszła w swoją stronę.
-My też już idziemy. Chyba nie będziemy cały dzień pod szkołą stać. Cali szybko nam zniknęła a miałem się jej zapytać czy ma wolną niedziele. No nic... Może do niej napiszę. - powiedziałem i spojrzałem na Veronicę - Idziesz w tę samą stronę może? Jeśli tak to Cię odprowadzimy i trochę pogadamy. - zaproponowałem.
-Idę tam. - wskazała moją prawą stronę, która prowadziła również w kierunku naszych domów.
-Świetnie, bo my też. - uśmiechnął się Nathan i ruszył pierwszy w tamtym kierunku.
Przez chwilę szliśmy w ciszy, ale to nie byłoby podobne do Sykes'a gdyby nic nie powiedział.
-To... Jeśli mogę spytać, jak to się stało, że jesteś tutaj nowa? - zapytał.
-Przeprowadziłam się tutaj ze Stanów. Mój tata znalazł jakąś pracę, albo dostał inną posadę. Sama już nie wiem. Jakoś przestało mnie już wszystko interesować, za dużo zmian. Nie potrafię się na razie tutaj przyzwyczaić. - skończywszy mówić objęła się ramionami i szliśmy dalej.
-Spokojnie młoda, będzie dobrze. Jeśli masz jakieś pytania czy coś w tym stylu to wal do nas. My wiemy wszystko o tym mieście, naszej szkole i dzielnicy... - zapewnił ją Nathan - A właśnie, na jakiej ulicy mieszkasz? - spytał
-Tavistock Road. - odpowiedziała.
-Poważnie? - tym razem ja zabrałem głos.
-Tak. - spojrzała na mnie dziwnie.
Tavistock Road to jedna z ulic mieszczących się w południowej części Londynu, w gminie Croydon. Znajdują się tutaj domki jednorodzinne, ale również hotele. Ja i Nathan mieszkamy w jednym z tych domków które się ciągną w górę. Ta ulica jest dość długa.
Od trzech lat chodzę do szkoły St Mary's High School. Szkoła znajduje się na ulicy obok. Nie mamy do niej aż tak daleko, ale zazwyczaj droga zajmuje nam sporo czasu, bo przecież po co się do niej spieszyć. Nie mam pojęcia gdzie dalej się wybiorę. Jeszcze o tym nie myślałem, a chyba powinienem. Dużo szkół znajduje się w mojej okolicy, lecz nigdy na to nie zwracałem większej uwagi. Za to Nathan, on już od dawna wiedział co chce dalej robić. Chociaż wiele razy zmieniał zdanie, ale jednak jest zupełnie inny ode mnie i chyba dlatego jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
-Nie wiem czy wiesz, ale mieszka tam takich dwóch zajebistych chłopaków. - chciałem trochę rozkręcić rozmowę - Jeden jest dobrze wysportowany, przystojny, ma piękne włosy... - powoli zaczynałem się śmiać z samego siebie, a Sykes nie wiedział o czym gadam - A drugi... - spojrzałem na niego - Jest mniej przystojny, brzydszy i nie ma takich pięknych włosów. - uśmiechnąłem się i przeczesałem palcami swoje włosy.
-Tak? - zaśmiała się - A poznasz mnie z nimi?
-Ale o kim Wy mówicie? - wypalił Lolly, a ja i Veronica wpadliśmy w śmiech.
-O nas idioto. O mnie o o Tobie. - odparłem po chwili.
-Aaaa.... to teraz już rozumiem, ale... Zaraz. - chwilę się zastanowił - To ja mam być tym brzydszym i mniej przystojniejszym? - spytał nie rozumiejąc widocznie całej zaistniałem sytuacji, która miała miejsce.
-Nie, ja. Debil. - odpowiedziałem.
-Jeszcze Was nie znam, ale podoba mi się to jak ze sobą rozmawiacie. - rzekła dziewczyna - Jesteście naprawdę zabawni. - uśmiechnęła się spoglądając najpierw na mnie, a potem na Nathan'a.
-Dzięki. Mam nadzieję, że się wszyscy jeszcze kiedyś razem spotkamy, ja Ty, Lolly i Cali. Jeśli chcesz to możemy we czwórkę pójść w niedzielę na pizze czy coś w tym stylu, bo sobotę mamy trochę zajętą. - zaproponowałem.
-Pewnie, czemu nie. Mój tata i tak zapewne będzie zajęty, więc nie będę sama w domu siedzieć. Może pokażecie mi miasto? No tzn. Croydon. - zaśmiała się.
-Mam pomysł. - odezwał się Sykes. - W przyszły weekend wybierzemy się do centrum. Pokażemy Ci Tower Bridge lub pojedziemy na London Eye. Co Ty na to? - spytał.
-Mnie się to podoba, tylko jak z resztą? - spojrzała na mnie.
-Ja tam nie mam żadnych planów, a Calinę się namówi.
W tym samym momencie doszliśmy do Nathan'a domu i stanęliśmy.
-To ja spadam już. - wskazał na swój dom - Dozo jutro w szkole.
-Wpadnę po Ciebie jak będę szedł. - rzuciłem a chłopak już podążył do domu.
-A Ty gdzie mieszkasz? - spytała Veronica.
-Trochę dalej. - odpowiedziałem - A Ty?
-Tutaj niedaleko. - wskazała palcem przed siebie.
-To idziemy w tę samą stronę. - uśmiechnąłem się i ruszyliśmy.
Nie wiedziałem o czym z nią mam teraz rozmawiać. Chciałem jakoś nawiązać znajomość, bo wiem, że dziewczyna była trochę speszona. Nie zdążyłem nic wymyślić, bo doszliśmy do mnie do domu.
-To ja już. Może Cię odprowadzić? - zapytałem.
-Nie, ja mam dom po drugiej stronie. O tam. - wskazała dom, który mieścił się dokładnie naprzeciwko mojego.
-I jeszcze mi powiesz, że Twój pokój jest po tej stronie? - chciałem ją trochę rozluźnić.
-Tak. - odpowiedziała, co mnie zaskoczyło.
-To do zobaczenia w oknie. - zaśmiałem się i pożegnałem.
Wchodząc do domu rzuciłem plecak gdzieś w kąt i pierwsze pytanie to jak zwykle co na obiad. Byłem strasznie głodny. Mama od razu podała mi posiłek, a ja po skończeniu poszedłem do swojego pokoju. Ponownie rzuciłem plecakiem, tym razem znalazł się przy biurku. Podszedłem do okna i wyjrzałem przez nie. Spojrzałem na okno Veronicki. Nikogo tam nie było. Po chwili rozejrzałem się po ulicy i zamyśliłem się.


___________________________________________________________________________


Po długim czasie kolejny rozdział. Myślałam, że dodam wcześniej. 
Pisałam większość na telefonie, więc jeśli są jakieś błędy to przepraszam.
Mój brat zalał mi lapka i nie miałam kiedy dodać. Mam nadzieję, że
od przyszłego tygodnia już będę mieć :)

@wolfik69

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 1.

Siedziałem na lekcji, gdy dostałem sms'a.
"Ta nowa jest całkiem spoko, tylko trochę sztywna." - nadawca "Cali"
Spojrzałem na nauczycielkę. Była zajęta tłumaczeniem czegoś co kompletnie nie wchodziło mi do głowy. Nie słuchałem jej, tak jak przed poprzednie lata. To może dlatego miałem dwóje z matmy? A z resztą co mnie to, przecież to tylko matematyka.
Wyjąłem telefon na ławkę i zacząłem odpisywać. Nathan, który siedział obok mnie zmarszczył czoło i nachylił się do mnie.
-Stary, co Ty robisz? - spytał.
-Odpisuję na sms, jak nie widzisz. - odparłem.
-Jesteśmy na lekcji.
-Od kiedy to Ty taki do nauki szybki jesteś? - spojrzałem na niego i nagle poczułem wzrok całej klasy na nas.
-Czy macie coś ciekawego do powiedzenia, panowie? - zapytała nauczycielka.
-Może Justin... - wkopał mnie Sykes.
-Dzięki. - syknąłem. - Przepraszam, ale Nathan ma jakiś problem. Od rana ma jakieś humorki, nie wiem czy okres pierwszy dostał, czy mu włosy siwieją. - patrzyłem na panią, a cała klasa zaczęła się śmiać.
-Dobrze, pan Bieber i Sykes do dyrektora. Może to panu, panie Bieber zaczną siwieć włosy, gdy sobie trochę porozmawiasz z panem Brown'em.
Wstałem razem z Lolly'm i wyszliśmy. Szliśmy do pokoju dyrektora i ani razu nie odezwaliśmy się słowem do siebie. Wchodząc Brown nie zdziwił się widząc nas. Pierwszy dzień w szkole a my już u niego.
-No to co tym razem? - zapytał.
-Nic. - odpowiedzieliśmy zgodnie.
-Jak zawsze... - Brwon wstał zza swojego biurka i podszedł do nas.
-Oczywiście. - uśmiechnąłem się do niego.
-Dobra i tak nic z Wami nie załatwię. Lećcie już na lekcje.
Szybko wyszliśmy z jego pokoju, a ja spojrzałem na Nathan'a. Chłopak chciał wrócić do klasy, ale ja go zatrzymałem.
-Stary, chyba nie musimy się spieszyć, co?
-Nie wiem jak Ty, ale ja mam zamiar dotrzeć na lekcję jeszcze przed jej końcem. - rzekł Sykes.
-Co się z Tobą dzieje? - spytałem - Od kiedy Ty taki się stałeś? Jeszcze pół godziny temu, gdy szliśmy do szkoły, mówiłeś, że masz jej dosyć, że jest głupia, że zabiera Ci dużo czasu, a teraz...
Chwilę staliśmy i patrzyliśmy się na siebie. Później Nathan wybuchnął śmiechem.
-Jerry, Ty naprawdę myślałeś, że ja? - nie mógł powstrzymać śmiechu - Ładne przedstawienie ogólnie odwaliliśmy. A teraz Ty wyjechałeś mi z takim tekstem. Nie no, bracie. Szacun. - uśmiechnął się i poklepał mnie po plecach.
Byłem nieco zdezorientowany, ale również zacząłem się śmiać. Kilka minut jeszcze tak staliśmy, aż wróciliśmy na lekcje.
Po strasznych, ciężkich i nudnych ośmiu godzinach wyszedłem ze szkoły. Stanąłem przed bramą i zaczekałem na Nathan'a i Caroline. Oparłem się o murek i się zamyśliłem. Po chwili wpadła na mnie jakaś dziewczyna.
-Ups.. Przepraszam. - powiedziała.
-Aha. - odpowiedziałem i spojrzałem na nią.
Powoli oddalała się ode mnie, a ja na nią ciągle patrzyłem. Wydawała się mi znajoma, ale jednak nigdy jej nie wiedziałem. Odwróciła się i od razu zniknęła za rogiem. Wysiliłem swój mózg i przypomniało mi się, że ta sama dziewczyna wpadła na mnie dzisiaj rano. Dziwny zbieg okoliczności. Nagle usłyszałem jak ktoś mnie woła. Odwróciłem się i zauważyłem Nathan'a.
-A gdzie Carolina? - spytałem.
-Napisała mi, że musi jeszcze zostać. Wiesz jak to ona, pilna uczennica. - chłopak się zaśmiał i ruszyliśmy do domu. Przez całą drogę myślałem o tamtej nieznajomej. Nie wiem dlaczego, ale byłem ciekawy kim ona jest.

___________________________________________________________________________

Po długim czasie jest i pierwszy rozdział :)
Przepraszam, ale ciągle żyję koncertem i nie miałam wgl czasu ;/
I tak, wiem krótki jest. Następnym razem postaram się dłuższe pisać :)

@wolfik69

sobota, 23 marca 2013

Prolog.



*on* 

Kolejny rok szkolny. Na szczęście ostatni. Mam jej już naprawdę dość, ciągle nauka, nauka i tylko nauka. Przecież każdy z nas ma jakieś zainteresowania. Trochę czasu wolnego jest nam potrzebne, a wakacje są zbyt krótkie. Jeszcze niedawno się zaczęły, był koniec szkoły, wolne. Spanie do południa, siedzenie do rana z kumplami, imprezy, po prostu wolność. A teraz znowu powrót do tej szarej i nudnej rzeczywistości, zacznie się odliczanie do weekendu, ferii, następnych wakacji.
Wyszedłem z domu i skierowałem się w stronę szkoły. Po drodze spotkałem Nathan'a, mojego najlepszego kumpla. Znamy się od dziecka, codziennie spędzamy ze swoją czas, wiemy o sobie wszystko. Czasem niektórzy nazywają nas gejami, ale on jest dla mnie jak brat. Miałem kiedyś dziewczynę, nigdy nie wiązałem się aż tak poważnie, ale czułem do niej coś więcej. Zaufałem jej. Oczywiście opowiedziałem wszystko Nathan'owi, on chciał ją poznać i powiedział, że również poznał jakąś dziewczynę i umówiliśmy się na podwójną randkę. Gdy jej o tym powiedziałem nie bardzo chciała się spotkać, stwierdziła, że woli ze mną sama pobyć. Więc zamiast tego zaprosiłem ją kiedyś do siebie, akurat był też Sykes. Siedziałem z nim w pokoju i mama mnie zawołała, że ktoś do mnie przyszedł. Poszedłem po nią i gdy przyprowadziłem ją do pokoju Nathan był bardzo zdziwiony. Ona popatrzyła się na mnie i na niego.
-Nadia? Co Ty tutaj robisz? - zapytał Lolly.
-Ja, ja... Yy... - dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć.
-O co tu chodzi? - spytałem w końcu.
-To moja dziewczyna. - wyjaśnił Nathan.
-Jak to? - nic z tego wszystkiego nie rozumiałem.
Nadia wyszła i więcej jej nie widzieliśmy. Od tamtego czasu postanowiliśmy, że nie zwiążemy się z żadną dziewczyną do dwudziestego roku życia. 
Doszliśmy do szkoły, a przez cały czas narzekaliśmy na nowy rok szkolny. Wchodząc wpadłem na jakąś dziewczynę. Nie znałem jej, więc pomyślałem, że jest nowa. Dziwnie się na mnie spojrzała, a ja poszedłem z Lolly'm dalej. 
-Siema Jerry! - usłyszałem jakiś głos za sobą i się odwróciłem. To była Calina.
Jedyna dziewczyna z jakąś ja i Nathan się zadawaliśmy. Nigdy żaden z nas nie pomyślał, żeby się  nią wiązać czy coś w tym stylu. Ona też raczej tego nie chciała. Co chwilę słyszeliśmy, że podoba się jej ten albo tamten. Codziennie był to kto inny, ale najważniejsze było to, że z nią mogłem pogadać normalnie, tak jak Lolly. Ona rozumiała nas mimo, że była o rok ode nas młodsza.
-Witaj Cali. - odpowiedzieliśmy jej.
-Jak po wakacjach? Wracać pewnie się nie chciało - uśmiechnęła się.
-No a jak... Przecież to jakieś więzienie. - zaczął Nathan.
-Taa.. Pięć dni w tygodniu ja tutaj nie wytrzymam. - rzekłem.
-Oj weźcie, to Wasz ostatni rok. Cieszcie się, a nie.. Ja się dzisiaj dowiedziałam, że do mojej klasy dochodzi jakaś nowa. Jeszcze jej nie widziałam, tzn. nawet nie wiem jak wygląda. 
-I co? Myślisz, że zabierze Ci wszystkich chłopaków? - drażnił się z nią Sykes.
-Pf.. No na pewno. - popchnęła go lekko - Dobra chłopaki, ja lecę pod klasę, bo zaraz dzwonek. 
Zniknęła gdzieś za rogiem, a my poszliśmy w swoją stronę.


*ona*

Nowe miasto. Nowy dom. Inny klimat. Inna atmosfera. Nie wiem czy się do tego przyzwyczaję. Nie prosiłam się o to, chciałam zostać w Nowym Jorku. A teraz jestem w Londynie. Nie jest aż tak źle, ale musiałam zostawić przyjaciół, szkołę, mój pokój. Nie wiem czy jestem w stanie szybko zaaklimatyzować się tutaj. Jeszcze tuż przed nowym rokiem szkolny musieliśmy się przeprowadzić. Mój tata zdobył nową pracę, więc nie miałam co zrobić. Nie miałabym nawet z kim tam zostać. Moi dziadkowie mieszkają w Kanadzie, nie mam rodzeństwa i nie mam mamy. Gdy byłam mała umarła na raka i nawet jej nie pamiętam. Jedyne co mi po niej pozostało to jej kot, który dzień przed wylotem zdechł. On był jedyny, który został mi po mamie. Nie pamiętam jak wyglądałam, nie pamiętam jej głosu, jej zapachu. Mam kilka zdjęć, ale dużo mi nie dają. Myślę, że tutaj kupię nowe zwierzę, ponieważ bardzo je kocham, a szczególnie koty. Mam nadzieję, że przynajmniej on mi pomoże. 
Dzisiaj zaczyna się nowy rok szkolny. Wyszłam z tatą z domu. Wsiedliśmy do samochodu i zawiózł mnie pod szkołę. Wzięłam głęboki oddech pożegnałam się z nim i wysiadłam. Weszłam do szkoły i się rozejrzałam. Nie wiedziałam gdzie iść i co zrobić. Źle się poczułam, więc odwróciłam się i wyszłam. Wychodząc wpadłam na jakiegoś chłopaka. Spojrzałam na niego i pomyślałam sobie co z niego za cham. Nawet nie przeprosił. Oparłam się o mury szkoły i lekko odetchnęłam. Gdy spojrzałam na zegarek uświadomiłam sobie, że zaraz zaczynają się lekcje. "Veronica bądź silna" pomyślałam. Ponownie weszłam do szkoły i weszłam do drzwi, gdzie pisało "sekretariat". Pani zaprowadziła mnie pod klasę i zabrzmiał dzwonek.


___________________________________________

To tak na początek :) Bohaterowie są opisani w zakładce na górze.
Jest to nowe opowiadanie i mam nadzieję, że zbiorę czytelników.
Jeśli będziesz czytać to zostaw komentarz, a będę Cię informować o każdym nowym rozdziale :)