-Chcecie coś jeszcze do picia? - zapytałem wyłączając muzykę, która była puszczona na moim laptopie.
-Wiesz.. Może pójdziemy do jakiegoś klubu, czy coś? - spytał Nathan.
-Oo.. Dobry pomysł. - zgodził się Tom.
-Spoko. To zabierajcie swoje dupy i idziemy. Przyda się jakaś odmiana na początek roku. - uśmiechnąłem się i wyszliśmy z pokoju.
Schodząc w dół mama zapytała mnie gdzie idę a ja odpowiedziałem jej, żeby na mnie nie czekała i że wrócę późno. Wziąłem klucze od domu i wyszliśmy.
Dochodząc do klubu zadzwonił jakiś telefon. Okazało się, że to Igora, więc odebrał i przez chwilę rozmawiał oddalony na kilka kroków od nas. Wrócił i miał trochę dziwną minę.
-Co jest? - spytał Jack.
-Muszę wracać. Matka do mnie zadzwoniła, że wychodzi a moja młodsza siostra nie ma z kim zostać. - rzekł żegnając się z nami.
-Stary, więc dozo niedługo mam nadzieję. - powiedziałem i nasza czwórka weszła do klubu a Igor odszedł.
To był dopiero początek a ja czułem, że odlatuję. Chłopaki namawiali mnie na kolejne piwo i jeszcze jednego kieliszka, lecz ja już nie mogłem. Odmówiłem, na co oni zaczęli mówić, że jestem słaby. Ledwo trzymałem się na nogach, gdy nagle zobaczyłem Veronicę. Przez chwilę zastanawiałem się co ona tutaj robi, bo przecież do klubu mogli wejść tylko pełnoletni. Spojrzałem na chłopaków i pomyślałem, że mogę się wyrwać od nich, ponieważ nie przełknąłbym już ani kropli więcej.
-Zaraz wracam. - powiedziałem do nich patrząc ciągle na dziewczynę. Oni zauważyli mój obiekt zapatrzenia i coś zaczęli mówić, lecz już nie słyszałem.
-Cześć młoda. - zacząłem a ona się na mnie spojrzała jakby zobaczyła ducha.
-No hej. - odpowiedziała.
-A co Ty tu robisz? - spytałem.
-Stoję, piję... - podniosła szklankę z drinkiem do góry - i się bawię. - uśmiechnęła się szeroko.
Zobaczyłem, że również nie była dość trzeźwa, ale nie była pijana aż tak jak ja.
-Czy Ty czasem nie jesteś za młoda na to? - podniosłem jej rękę z drinkiem.
-Nieważne. - odpowiedziała.
-Nieładnie. Z kim tutaj jesteś? - zapytałem ale długo nie musiałem czekać na odpowiedź, bo obok siebie zobaczyłem Carolinę.
-Ooo..Siema Jerry! - przywitała się ze mną.
-Hej. - odpowiedziałem - Nie sądziłem, że Was tutaj spotkam. - przyznaję, to był dość dziwny widok Caliny w jakimkolwiek klubie. Przecież ona całymi dniami siedziała przed książkami, tak przynajmniej myślałem.
Powoli traciłem orientacje co tu się ku*wa dzieje.
-Nie wiem jak Ty, ale my wracamy się dalej bawić. Dozo w szkole czy tam jutro, nieważne. - Carolina wzięła za rękę Veronicę i zaczęła ją ciągnąć w stronę parkietu.
Przez chwilę zastanawiałem się nad tym co słyszałem dzisiaj po południu, gdy ona do mnie zadzwoniła na skype. Nie wiedziałem, czy to stało się naprawdę, czy tylko przez to, że mam dość dużo alkoholu w sobie.
Stałem i patrzyłem się jak głupi na nie, uświadomiłem sobie, że gdy wrócę do chłopaków będę musiał jeszcze więcej wypić, nie chciałem, ale co miałem zrobić. Nie wyjdę, uznaliby mnie potem za jakiegoś tchórza czy coś, moja reputacja by się zepsuła...
Spojrzałem na nich a oni się z czegoś śmiali, jak zawsze.
Wróciłem do nich.
-To teraz za co pijemy? - spytałem i ch*j mnie obchodziło, czy zaleję się w trupa, raz się żyje a poza tym nie raz już takie imprezy przetrwałem.
*ona*
Siedziałyśmy w parku na ławce, gdy Carolina zaproponowała mi, żebyśmy wieczorem wybrały się do klubu. Wiedziałam, że to nie spodoba się mojemu ojcu, ale co mi szkodziło. Aż taka święta nie jestem... No właśnie nie jestem, tak samo jak i on.
Zgodziłam się, musiałam jakoś się wyrwać z mojego nowego domu i uczcić rozpoczęcie roku w nowej szkole i nowym mieście z nową przyjaciółką.
Rozmawiałyśmy jeszcze z pół godziny i gapiłyśmy się na ludzi. Wydawało to się trochę dziwne, ale fajne. Lol.
-Idziemy coś się napić? Tutaj jest taka fajna kawiarnia, chodź pokażę Ci. - powiedziała Carolina z uśmiechem na twarzy.
-Okay. Spoko. - odpowiedziałam jej i poszłyśmy.
Usiadłyśmy przy pierwszym wolnym stoliku a kelner od razu przyniósł nam menu.
-Ja poproszę latte. - zaczęła Calina.
-A ja... - tyle tego tam było, że nie wiedziałam co wybrać aż wreszcie się zdecydowałam - Café Creme. - uśmiechnęłam się do kelnera.
-Jak tam, podoba Ci się w nowej szkole? - zapytała nagle dziewczyna.
-To dopiero pierwszy tydzień - zaśmiałam się - ale nie jest tak źle. - odpowiedziałam.
-Będzie lepiej, zobaczysz. Tylko ten rok, jeszcze jeden i koniec.- rzekła - Szybko minie.
-W takim towarzystwie to na pewno. - uśmiechnęłyśmy się do siebie.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale przeszkodził nam kelner, który przyniósł nasze zamówienia. Spojrzałam na Carolinę i wyleciało mi z głowy.
Wypiłyśmy napój i wychodząc zadzwoniła komórka Caroliny. Dziewczyna odebrała. Nie wsłuchiwałam się w rozmowę, ale usłyszałam tylko "okay, zaraz będę", "spoko", "no".
Po rozłączeniu spojrzała na mnie i powiedziała, że musi wracać do domu a przy okazji wejść do sklepu.
-Przyjdę po Ciebie o ósmej. - pożegnała się i poszła w swoją stronę.
Stałam chwilę w miejscu myśląc co zrobić. Stwierdziłam, że wrócę do domu, bo i tak nic innego nie mam do roboty. Pomyślałam, że znajdę jakieś ubrania na wieczór, bo zapomniałam, że wszystkiego i tak tutaj nie mam.
Wchodząc do jeszcze pustego domu odwróciłam się i zerknęłam na dom Justin'a. Nie wiem dlaczego, ale tak odruchowo, chciałam po prostu sprawdzić czy może go zobaczę. Ale jego tam nie było, więc zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do swojego pokoju.
Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Przez chwilę myślałam o tym co przez ten tydzień mnie spotkało. Przypomniało mi się, że miałam dać znać moim starym znajomym. Starym... Można ich tak już nazwać. Wstałam i wyjęłam z jeszcze nierozpakowanej torby laptop. Usiadłam przy pustym biurku i włączyłam go. Poczekałam chwilę, aż się wszystko uruchomi i weszłam na facebook'a. Zauważyłam, że mam trzy zaproszenia. Były one od Caroliny, Justin'a i Nathan'a. Zaakceptowałam i z ciekawości weszłam na profil Bieber'a.
Większość postów to były żarty jego i Nathan'a oraz jeszcze jakiś innych chłopaków.
-Nigdy ich nie zrozumiem. - powiedziałam do siebie.
Weszłam w zdjęcia, ale okazało się, że nie ma ich za wiele. Jak to chłopak, nie lubi zdjęć.
Wyszłam z jego fejsa i włączyłam skype. Oczywiście znowu powitały mnie trzy zaproszenia do kontaktów. Przyjęłam je i zauważyłam, że Justin jest dostępny. Chciałam coś napisać, tak tylko, po prostu chciałam się dowiedzieć co u niego słychać... Czy..? Sama już nie wiedziałam po co. Ale nawet nie odważyłam się napisać jednej litery.
Nagle usłyszałam dźwięk samochodu, podeszłam do okna i zauważyłam, że tata wrócił. Trochę mnie to zdziwiło, bo myślałam, że wróci wieczorem, jak zawsze. Wróciłam przed laptop i spojrzałam jeszcze raz na ekran.
Usłyszałam głośny dźwięk, jakby ktoś drzwi wyważył. Przestraszyłam się i przez przypadek kliknęłam coś w laptopie i szybko zamknęłam. Wstałam i doszłam tylko do drzwi, gdy się otworzyły. Zobaczyłam w nich wściekłego tatę a jego mina mówiła wszystko. Chciał znowu to zrobić a ja jak zwykle chciałam uciec. Złapał mnie i dotykał w różnych miejscach.
-Zostaw mnie! - krzyczałam. - Nie dość Ci już było, czemu mi to robisz? - zapytałam nagle, nigdy o to nie pytałam, jakoś nie miałam odwagi a teraz wszystko miało być ślicznie, pięknie a on nagle przyszedł.
-Przestań krzyczeć. Nic Ci się nie stanie... Jak zawsze. - powiedział i kontynuował to co zaczął. Po chwili straciłam całe ubranie, które miałam na sobie i działo się to co zawsze.
Zamknęłam się w łazience. Nie chciałam z niej wyjść. Miało być dobrze, w nocy powiedział, że już nigdy tego nie zrobi. A jednak... Tak było zawsze. Nie mogłam się od niego uwolnić, bo jednak był moim ojcem. Tym okropnym, obrzydliwym chujem, ale jednak ojcem.
Łzy leciały już automatycznie. Nie chciałam płakać, już za dużo takich momentów miałam. Usłyszałam jak samochód odjeżdża, więc postanowiłam wyjść z łazienki i udać się do swojego pokoju.
Wchodząc zobaczyłam, że jest już siódma a o ósmej umówiłam się z Caroliną. Szybko znalazłam jakieś ubrania a dokładniej niebieskie rurki, czarny top i jakieś trampki. Mój ulubiony strój, miałam nadzieję, że na imprezę się nada, bo nic innego nie miałam. Sukienki nie założyłabym, spódniczki tym bardziej, jakoś nie lubiłam w tym chodzić. W spodniach czułam się najlepiej, bo były wygodne do tańca a taniec to jeden nieodłączny element mojego życia.
Ogarnęłam się w łazience i po czterdziestu minutach byłam gotowa. Weszłam jeszcze na chwilę do pokoju i zauważyłam, że laptop jest włączony. Otworzyłam go a skype nadal był otwarty i była jakaś rozłączona rozmowa z Justin'em, która trwała kilka minut. Mój laptop ma już cztery lata, więc może coś zaczyna się psuć. Olałam to i wyłączyłam go. Przez chwilę jeszcze stałam tak nad nim i zaczęłam go pakować. Wzięłam też w torbę jakieś ciuchy na przebranie, ładowarkę od telefonu i komórkę w kieszeń.
Carolina czekała na mnie przed domem. Wyszłam i zamknęłam drzwi.
-Gdzie Ty się wybierasz? - spytała widząc mnie z tą torbą.
-Wyświadczysz mi przysługę? - spytałam.
-Oczywiście, ale o co chodzi?
-Przenocuj mnie dzisiaj. Zaniesiemy to do Twojego domu i możemy ruszać. - odpowiedziałam
-Dobra, ale.. - zaczęła.
-Później Ci wszystko wytłumaczę. - uśmiechnęłam się i ruszyłyśmy.
Stałam przy barze i piłam drinka, gdy nagle ktoś powiedział:
-Cześć młoda. - odwróciłam się i zobaczyłam Justin'a. Trochę się zdziwiłam widząc go.
-No hej. - odpowiedziałam.
-A co Ty tu robisz? - spytał.
-Stoję, piję... - podniosłam szklankę z drinkiem do góry - i się bawię. - uśmiechnęłam się szeroko.
Bieber był chyba bardzo pijany, albo tylko tak mi się wydawało. Ja też byłam trochę wstawiona, ale widać, że on ledwo się trzymał na nogach.
-Czy Ty czasem nie jesteś za młoda na to? - podniósł moją rękę z drinkiem.
-Nieważne. - odpowiedziałam.
-Nieładnie. Z kim tutaj jesteś? - zapytał, gdy nagle podeszła do nas Carolina, którą zgubiłam gdzieś na parkiecie.
-Ooo..Siema Jerry! - rzekła.
-Hej. - odpowiedział - Nie sądziłem, że Was tutaj spotkam. - był dość zmieszany, ale to chyba przez alkohol.
-Nie wiem jak Ty, ale my wracamy się dalej bawić. Dozo w szkole czy tam jutro, nieważne. - Calina wzięła mnie za rękę i wciągnęła w głąb ludzi na parkiecie.
Było to dość dziwne spotkanie, to było normalne, że on chodzi na imprezy czy coś, ale że go zobaczę całkowicie zalanego. To był ciekawy widok, bo i tak wyglądał tak samo powalająco jak normalnie. Co ja gadam... On jest po prostu normalny. Jak każdy chłopak.
Więcej już nie piłam, nie chciałam stracić wątku a Justin'a już nie widziałam.
Wyszłyśmy około drugiej i zrobiło się trochę zimno. Szłyśmy w stronę domu Caroliny, gdy nagle zauważyłyśmy chłopaków.
-Ejj.. Debile! - krzyknęła Calina a oni się odwrócili na co my się zaśmiałyśmy.
Podeszłyśmy do nich i zauważyłam, że Justin nie trzymał się zbyt dobrze.
-Boże.. Bieber... - powiedziałam.
-S-ł-słu-słucham... - wydukał podtrzymując się Nathan'a.
-Daj spokój, on jest totalnie nawalony. - rzekł Sykes.
-Ha nie wierzę, Jerry pierwszy raz dał się aż tak nabzdryngolić. - zaśmiała się Carolina. - Może nie zabierajmy go do domu? Bo jak jego rodzice go zobaczą... Nie będzie miło.
-No właśnie nie wiem co z nim zrobić... - powiedział Nathan i spojrzał na Justin'a.
-Mam pomysł. Zaprowadź go do mnie, mam wolą chatę, jedynie Veronica będzie. - uśmiechnęła się Calina i spojrzała na mnie a ja trochę się skrzywiłam. - Nie będzie tak źle. Prześpi się w gościnnym.
-Ale Lolly, musisz go zanieść. - rzekłam.
-Spoko. Już się robi. - Nathan podtrzymywał ciągle Justin'a a my szłyśmy obok.
Otworzyłam drzwi do domu, aby Sykes mógł go wprowadzić. Położył go na kanapie.
-Jak coś, był u mnie. Jutro powiem to jego starszym. - uśmiechnął się i wyszedł.
-Czy... on śpi? - spytałam patrząc na leżącego jak trup Bieber'a.
-Nie wiem, ale ja idę spać. - powiedziała - Wiesz gdzie masz pokój i swoje rzeczy. - uśmiechnęła się i poszła do siebie.
Nachyliłam się nad nim i chciałam dotknąć jego twarzy, żeby sprawdzić czy śpi, gdy nagle otworzył oczy.
-Ooooo....Roo-Ronnie - wymamrotał.
-Co? - zapytałam lekko przestraszona.
-No, Roooooonie - przeciągał - Veeeeroooooonica.
-Aa.. Dobra. Idę spać. - rzekłam i ruszyłam ku schodom na górę, gdzie był pokój w którym miałam swoją torbę.
-Nieeeee. Nieeee zostawiaj mnie. - odwróciłam się i zauważyłam jak chłopak chciał się podnieść.
-Kretynie, jesteś pijany. Zaraz się przewrócisz. - podeszłam do niego, na co on złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, gdy upadał na kanapę. Byliśmy zbyt blisko siebie i czułam się niekomfortowo, taka czułość przypominała mi o tym co robił mi tata.
Szybko się od niego oderwałam.
-Idę spać. Tobie też radzę, jutro będziesz mieć mega kaca.
-Dobraaaaaanoc pię-ę-ę-kna. - przewróciłam oczami i poszłam do pokoju.
Kręciło mi się w głowie, więc szybko położyłam się na łóżku i zasnęłam.