piątek, 31 maja 2013

Rozdział 6


Zapukałem do pokoju, w którym musiała się znajdować. Do wszystkich innych zaglądałem i jej nie było, więc stwierdziłem, że uciec nie mogła, tylko jest w tym ostatnim pokoju.
Cisza.
Zapukałem ponowie.
Znowu to samo.
Postanowiłem wejść. Otworzyłem lekko drzwi i zobaczyłem ją siedzącą na łóżku i opartą o ścianę. Pisała coś w jakimś zeszycie. Nie podniosła nawet głowy, gdy wszedłem.
Usiadłem obok niej, a ona w tym samym momencie zamknęła swój notes.
-Co tam pisałaś? - spytałem.
-A co Cię to... - warknęła.
-Ronnie, przepraszam. Ale żeby się obrazić o to, że ktoś Cię pocałuje... No weź.. - chciałem ją objąć, lecz mnie odepchnęła.
-Zostaw mnie.. Widocznie nie należę do takich, które łatwo by uległy Twoim zalotom.
-Ej, ej, ej.. To nie tak.. - zacząłem.
-Przestań. Okay? Chcę zostać sama.. - powiedziała po czym wstała w łóżka.
-Dobra, ale Veronica.. Przepraszam i... wiedz, że ze mną możesz pogadać. Nie jedno przeszedłem w swoim życiu, myślę, że nie gorsze od Ciebie, ale jednak. - rzekłem i zacząłem kierować się do drzwi.
Wiedziałem, że tak tego nie zostawi, wypowiedziałem te słowa, bo miałem powód.
-Czekaj. Stój. Co Ty powiedziałeś? - zatrzymała mnie.
-To co słyszałaś. - odpowiedziałem.
-Ale..
-Tak Ronnie. Już wystarczająco się dowiedziałem, wtedy gdy przyjęłaś mnie na skype..
W tej samej chwili gdy to powiedziałem ona zaczęła płakać. Czyli jednak się nie przesłyszałem. To działo się naprawdę. Podszedłem do niej i przytuliłem, a ona nawet nie próbowała wyrwać się z uścisku. Wtuliła się we mnie, a ja próbowałem ją uspokoić.
-Wszystko będzie dobrze. - powiedziałem.



*ona*

To uczucie, jego usta, jego oddech, jego dotyk. To za dużo. Nigdy chyba nie polubię dotyku mężczyzny. Nie, nigdy tego nie lubiłam, nie lubię i nie polubię.
Weszłam do pokoju i od razu wyjęłam mój pamiętnik, a raczej zeszyt w którym mogłam się wyżyć. Tam jest wszystko. Moje uczucia, to co robię, to co myślę... Dosłownie wszystko.
Usiadłam na łóżku i zaczęłam pisać. Wspomnienia z ostatniego razu powróciły. Ból. To było najgorsze. Codzienność była taka sztuczna. Zawsze uśmiech na twarzy, siła i zapomnienie o wszystkim. Powrót do domu był najgorszy, codziennie się bałam, chciałam uciekać, lecz to mój ojciec. Mamy już nie ma, odeszła.. Czemu mnie tak zostawiła? Chcę walczyć, lecz to jest zbyt trudne. Chcę uciekać, lecz nie mam dokąd. Chcę zapomnieć, lecz wspomnienia są silniejsze. Wiem, że do końca życia będę cierpieć. Przez niego, przez tego tyrana, przez to co mi robił i gdy wrócę do domu wiem, że znowu to mnie czeka.
Tyle razy obiecywał, że to ostatni raz, tyle raz powtarzał, że to nie boli. Czemu to jest takie trudne?
Nigdy nie miałam chłopaka, ponieważ wstydziłam się. W sumie to też bałam się dotyku innych chłopców. A teraz to.. Pierwszy raz ktoś inny niż mój tata mnie pocałował.
Z moich rozmyśleń i pisania w notesie wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
Po chwili znowu to usłyszałam.
Nie chciałam z nikim rozmawiać, jeśli to była Carolina to powiedziałabym jej, że męczy mnie kac, lecz osobą, która stała za drzwiami okazał się Justin.
Wszedł.
Pisałam dalej.
Usiadł obok mnie. Od razu zamknęłam zeszyt i go odłożyłam.
-Co tam pisałaś? - zapytał.
Po co w ogóle to przyszedł, nie byłam w nastroju.
-A co Cię to.. - warknęłam.
-Ronnie, przepraszam. Ale żeby się obrazić o to, że ktoś Cię pocałuje... No weź.. - próbował mnie objąć, lecz jego dotyk był dla mnie zbyt delikatny.
Poczułam się dziwnie i odepchnęłam go.
-Zostaw mnie.. Widocznie nie należę do takich, które łatwo by uległy Twoim zalotom. - próbowałam go spławić.
-Ej, ej, ej.. To nie tak.. - co on pierdoli?
-Przestań. Okay? Chcę zostać sama.. - syknęłam i wstałam w łóżka, aby się od niego oddalić.
-Dobra, ale Veronica.. Przepraszam i... wiedz, że ze mną możesz pogadać. Nie jedno przeszedłem w swoim życiu, myślę, że nie gorsze od Ciebie, ale jednak. - jego słowa wytrąciły mnie z równowagi. Na początku nic z tego nie rozumiałam. Po chwili zaczęłam uświadamiać sobie skąd on to wie.
-Czekaj. Stój. Co Ty powiedziałeś? - próbowałam go zatrzymać.
-To co słyszałaś. - powiedział.
-Ale.. - zaczęłam, ale nie musiałam kończyć, bo on zrobił to za mnie.
-Tak Ronnie. Już wystarczająco się dowiedziałem, wtedy gdy przyjęłaś mnie na skype.. - przez moment wydawało mi się, że żartuje, ale przypomniałam sobie to jak zobaczyłam, że trwała jakaś rozmowa po tym jak to się stało.
Zabrakło mi słów, nie wiedziałam co powiedzieć. Moje uczucia zrobiły to za mnie. Rozpłakałam się jak małe dziecko. Justin podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. W tym momencie potrzebowałam tego jak nigdy wcześniej. Wtuliłam się w niego i nadal płakałam.
-Wszystko będzie dobrze. - rzekł, ale ja i tak w to nie wierzyłam.

* * *

Długo nic nie było to jest coś na szybko. Nie mam kiedy dodawać, ponieważ nadal nie mam lapka, tzn. aktualnie poszukuję jakiegoś.. xd. Staram się dodawać gdy mam jak :))

@Nustiin


piątek, 17 maja 2013

Rozdział 5

Obudziłam się z wielkim bólem głowy. Nigdy tak wcześniej się nie czułam. Próbowałam usiąść na łóżku lecz nie bardzo mi to wychodziło. Zaczęłam szukać telefonu i sprawdzałam gdzie tylko popadnie. Już się bałam, że go gdzieś zgubiłam wczoraj, ale w ostatniej chwili przypomniało mi się, że miałam w kieszeni. Wyjęłam i spojrzałam na godzinę. Było po ósmej. Bardzo wcześnie. Zachciało mi się pić, więc wstałam z wolno z łóżka i skierowałam się do wyjścia.
W domu panowała cisza. Zeszłam powoli na dół i przechodząc obok salonu zauważyłam, że Justin nadal śpi, ale miał na sobie same bokserki a jego koc, którym prawdopodobnie się przykrył, leżał na podłodze. Chciałam iść dalej, ale szkoda mi się go trochę zrobiło, więc podeszłam do niego i podniosłam koc. Chciałam go przykryć, ale chcąc nie chcąc spojrzałam na jego ciało.
Dobrze zbudowane, umięśnione, bez żadnych wad. Szerokie ramiona, widać było, że wysportowany jest. Ale nigdy nic nie wspominał o tym, że ćwiczy czy coś takiego... Jeszcze dużo o nim nie wiedziałam. Na razie to tylko kolega, tak samo jak Nathan. Na razie. Może lepiej by było gdyby tak zostało. Uśmiechnęłam się sama do siebie jak głupia, o czym ja w ogóle myślałam. Szybko położyłam na nic koc i poszłam do kuchni napić się wody.
Chciałam wrócić na górę do pokoju, ale usłyszałam jak coś upada. Zajrzałam do salonu i zobaczyłam, że Bieber się obudził ledwo patrząc na oczy, jedną ręką czegoś szukał na podłodze a drugą trzymał się za głowę. W tej samej chwili, gdy ja weszłam do pokoju spojrzał się na mnie i krzywo uśmiechnął. Podeszłam znowu do niego i widziałam, że na podłodze leży jego iPhone. Podniosłam i mu podałam.
-Dzięki. - odpowiedział a ja się uśmiechnęłam.
Chciałam już wyjść, ale odważyłam się o coś jeszcze zapytać.
-Jus, czy pamiętasz cokolwiek co wczoraj robiłeś? - spytałam.
-Ależ o co Ci chodzi... Ronnie. - zobaczyłam uśmiech na jego twarzy i trochę się zarumieniłam.
-Czemu Ronnie?
-Mój mózg inaczej funkcjonuje pod wpływem alkoholu. A jak myślisz, skąd się wziął Jerry i Lolly. - zaśmiał się a ja razem z nim.
-No okay... - patrzyłam się na niego i nie wiedziałam co zrobić.
-Mam do Ciebie mega prośbę... Przyniosłabyś mi wodę? - spojrzał się na mnie z wielkim uśmiechem.
-Eh.. Niech już Ci będzie. - odpowiedziałam i poszłam do kuchni.
Gdy wróciłam Justin wstał i nadal był w samych bokserkach. Trochę się zdziwiłam i próbowałam ukrywać, że ciągle się patrzę na jego klatę.
-Dziękuję. - powiedział po czym wypił wszystko jednym tchem.
Odłożył szklankę na stolik, który stał obok kanapy i zaczął szukać swoich ubrań. Usiadłam i wzięłam jego telefon do ręki. Nie wiedziałam dlaczego, ale odblokowałam go i zaczęłam mu szperać w nim.
-Co robisz? - zapytał.
-A nic, tak przeglądam, nie mogę? - uniosłam brwi i uśmiechnęłam się.
-Jak mi przeglądasz sms'y to Cię zabiję. - odpowiedział.
-Wiesz, że to jest groźba karalna. - zażartowałam i włączyłam w jego iPhonie folder z nagraniami.
-Co Ty nie powiesz. - usiadł obok mnie, w połowie ubrany.
Założył tylko spodnie ale nadal pozostawał z odkrytą klatką piersiową. Włączyłam ostatni filmik jaki został nagrany i zobaczyłam Justin'a siedzącego z gitarą w rękach. Usłyszałam pierwsze słowa i od razu spodobało mi się.

 "I'd wait on you forever and a day 
Hand and foot 
Your world is my world 
Yeah 
Ain't no way you're ever gon' get 
Any less than you should"

Justin zabrał mi swój telefon i powiedział, że starczy tego dobrego. Zaczęłam się z nim kłócić, chciałam jeszcze coś usłyszeć. To co usłyszałam było świetne. To był dopiero początek a on coś takiego boskiego musiał przerwać. Byłam na niego wściekła. Nie rozumiałam dlaczego nie chciał mi więcej pokazać. Zawsze był taki pewny siebie a teraz, gdy zobaczył, że to usłyszałam i zobaczyłam trochę się zawstydził. 
-Ale Ty jesteś.. - powiedziałam naburmuszona.
-No jaki? - spytał zbliżając się do mnie. 
-Głupi! - odpowiedziałam wytykając mu język jak małe dziecko.
-Czyli nie chcesz zobaczyć więcej filmików? - spytał i uniósł jedną brew. 
-To jest szantaż! - oburzyłam się a on pomachał mi swoim telefonem przed nosem.
Rzuciłam się na niego a on chował telefon gdzie się tylko da. 
-Dawaj to! - krzyknęłam.
-Chciałabyś... Przeproś. - powiedział.
-Ciekawe za co... - zaśmiałam się.
-Za co? To jeszcze zobaczymy. - schował telefon do tylnych kieszeni swoich spodni i przygniótł mnie swoim ciałem. Zaczął mnie łaskotać i śmiać się a ja razem z nim.
-A więc? - spytał.
Będąc już trochę bardziej pewna siebie objęłam go rękoma i próbowałam się zniżyć, aby dosięgnąć ręką jego telefon. Dotykałam jego pleców i jechałam coraz niżej. 
-A więc to... - włożyłam rękę do jego kieszeni i wyciągnęłam telefon. 
Od razu zareagował, lecz ja zdążyłam wstać z kanapy. Pokazałam mu komórkę i dumna z siebie uśmiechnęłam się. 


*on*

Wiedziałem, że to był zły pomysł. Mogłem go schować i pilnować, ale dałem się nabrać. Widziała jeden filmik, nawet nie cały. Nie było źle. Zastanawiałem się kiedyś nad tym, kto poza Nathan'em zobaczy te nagrania. Moje piosenki, moja muzyka, wszystko było tylko moje. Jakoś nie miałem ochoty się z nikim dzielić. To nie dla mnie. Dodawanie filmików na YouTube i żeby inni je komentowali. O tym, że gram na gitarze i, że w ogóle coś piszę wiedział tylko Nathan. Teraz gdy ona to zobaczyła, nie wiem. Nie chciałem, żeby widziała coś jeszcze. Albo może chciałem.. Może chciałem, żeby ktoś w końcu to ocenił. Miałem dziwne uczucia a przede wszystkim mega kaca. 
-Poddajesz się? - spytała.
-Ja? - przed chwilę zastanawiałem się co zrobić, aż w końcu na coś wpadłem - Dobra. Ronnie... - zacząłem do niej podchodzić - Możesz robić co chcesz, ale przy mnie, dobra? - stanąłem przed nią.
-Noo.. Nie wiem. - odpowiedziała.
-Hej, mała... Tylko nie uciekaj. - złapałem jej rękę - Może być? Chodź usiądziemy i razem z Tobą to pooglądam. - dotknąłem jej drugiej ręki, w której przymała mocno mojego iPhone. - Więc? - przyciągnąłem ją do siebie i spojrzałem jej w oczy. Nasze twarze były od siebie na kilka centymetrów. Zbliżyłem się jeszcze bardziej, tak, że musnąłem jej usta i w tym samym momencie puściła telefon. Złapałem go i uśmiechnąłem się dumnie. Odsunąłem się i schowałem telefon do kieszeni.
-Idiota! - krzyknęła wychodząc z salonu.
Założyłem koszulkę i ogarnąłem trochę i poszedłem do łazienki, aby się odświeżyć. Dopiero w tej chwili zacząłem się zastanawiać jak ja się tutaj znalazłem. To, że Veronica była przy mnie, gdy leżałem pamiętam, ale jak tutaj trafiłem... Nigdy nie było tak źle jak teraz. Chyba straciłem trochę kontrolę nad tym co robię. Byłem trochę wściekły na to co słyszałem na skype, chciałem z nią o tym porozmawiać. Teraz na pewno nie będę miał okazji.
Usiadłem na kanapie bawiąc się swoim iPhone i trochę się zamyśliłem. Nie zauważyłem, że Carolina usiadła obok mnie i tak przez chwilę siedziała.
Spojrzałem na nią.
-Co? - spytałem.
-Jeszcze nigdy nie widziałam się takiego...
-Daj spokój. Nic nie pamiętam. - rzekłem po czym wstałem i zacząłem chodzić w jedną i w drugą.
-Taa... Jak by się matka zobaczyła.. - zaczęła.
-Nawet nie kończ. - krzyknąłem choć wcale nie chciałem.
-Okay. Dobrze, że Nathan pomyślał i przyprowadził Cię tutaj, powiedział też Twojej mamie, że jesteś u niego. - wyjaśniła.
-Spoko. Wiesz... Idę do niego. Nara. - chciałem wyjść, lecz Calina mnie zatrzymała.
-Człowieku, on pewnie jeszcze śpi. Jest dziewiąta rano, jest niedziela.
Popatrzyłem się na nią i zacząłem myśleć. Choć nie przyszło mi to łatwo, bo mój łeb mi pękał.
-No w sumie.
Carolina poszła do kuchni a ja wróciłem na kanapę i się położyłem.
-Caliiiiiiii! - zawołałem.
-Czego?
-Masz może coś na ból głowy? - zapytałem.
Po chwili pojawiła się obok mnie.
-Jest jedno rozwiązanie. Nie pić. - uśmiechnęła się - Albo pić z umiarem. Bierz przykład ze mnie, dwa drinki i koniec. A na następny dzień jest wszystko dobrze.
-Bardzo śmieszne. Weź daj jakieś tabletki czy coś..
-No weź daj.. - drażniła się ze mną.
-Poproszę. - uśmiechnąłem się lekko i patrzyłem się na nią dopóki nie odeszła.
Wróciła ze szklanką wody i jakąś tabletką.
-Masz. Połykaj. - podała mi.
Szybko połknąłem to obrzydlistwo. Wyglądało fajnie, ale w samu było okropne. Carolina wróciła do kuchni robić śniadanie a Veronica od tamtej pory nie schodziła na dół. Postanowiłem się do niej przejść i jakoś pogadać. Nie moja wina, że musiałem aż takiej mojej tajnej broni użyć. Lol. Dziwnie to brzmi, no ale. Jak nie chciała po dobroci oddać, to coś musiałem zrobić.
Wstałem i skierowałem się w stronę schodów. Carolina się na mnie spojrzała i wyglądało na to jakby chciała coś powiedzieć. Otworzyła usta, ale wypuściła powietrze i wróciła robić to co robiła a ja wszedłem po schodach na górę i odszukałem pokój, w którym znajdowała się Ronnie. 

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 4


-Chcecie coś jeszcze do picia? - zapytałem wyłączając muzykę, która była puszczona na moim laptopie.
-Wiesz.. Może pójdziemy do jakiegoś klubu, czy coś? - spytał Nathan.
-Oo.. Dobry pomysł. - zgodził się Tom.
-Spoko. To zabierajcie swoje dupy i idziemy. Przyda się jakaś odmiana na początek roku. - uśmiechnąłem się i wyszliśmy z pokoju.
Schodząc w dół mama zapytała mnie gdzie idę a ja odpowiedziałem jej, żeby na mnie nie czekała i że wrócę późno. Wziąłem klucze od domu i wyszliśmy.
Dochodząc do klubu zadzwonił jakiś telefon. Okazało się, że to Igora, więc odebrał i przez chwilę rozmawiał oddalony na kilka kroków od nas. Wrócił i miał trochę dziwną minę.
-Co jest? - spytał Jack.
-Muszę wracać. Matka do mnie zadzwoniła, że wychodzi a moja młodsza siostra nie ma z kim zostać. - rzekł żegnając się z nami.
-Stary, więc dozo niedługo mam nadzieję. - powiedziałem i nasza czwórka weszła do klubu a Igor odszedł.

To był dopiero początek a ja czułem, że odlatuję. Chłopaki namawiali mnie na kolejne piwo i jeszcze jednego kieliszka, lecz ja już nie mogłem. Odmówiłem, na co oni zaczęli mówić, że jestem słaby. Ledwo trzymałem się na nogach, gdy nagle zobaczyłem Veronicę. Przez chwilę zastanawiałem się co ona tutaj robi, bo przecież do klubu mogli wejść tylko pełnoletni. Spojrzałem na chłopaków i pomyślałem, że mogę się wyrwać od nich, ponieważ nie przełknąłbym już ani kropli więcej.
-Zaraz wracam. - powiedziałem do nich patrząc ciągle na dziewczynę. Oni zauważyli mój obiekt zapatrzenia i coś zaczęli mówić, lecz już nie słyszałem.
-Cześć młoda. - zacząłem a ona się na mnie spojrzała jakby zobaczyła ducha.
-No hej. - odpowiedziała.
-A co Ty tu robisz? - spytałem.
-Stoję, piję... - podniosła szklankę z drinkiem do góry - i się bawię. - uśmiechnęła się szeroko.
Zobaczyłem, że również nie była dość trzeźwa, ale nie była pijana aż tak jak ja.
-Czy Ty czasem nie jesteś za młoda na to? - podniosłem jej rękę z drinkiem.
-Nieważne. - odpowiedziała.
-Nieładnie. Z kim tutaj jesteś? - zapytałem ale długo nie musiałem czekać na odpowiedź, bo obok siebie zobaczyłem Carolinę.
-Ooo..Siema Jerry! - przywitała się ze mną.
-Hej. - odpowiedziałem - Nie sądziłem, że Was tutaj spotkam. - przyznaję, to był dość dziwny widok Caliny w jakimkolwiek klubie. Przecież ona całymi dniami siedziała przed książkami, tak przynajmniej myślałem.
Powoli traciłem orientacje co tu się ku*wa dzieje.
-Nie wiem jak Ty, ale my wracamy się dalej bawić. Dozo w szkole czy tam jutro, nieważne. - Carolina wzięła za rękę Veronicę i zaczęła ją ciągnąć w stronę parkietu.
Przez chwilę zastanawiałem się nad tym co słyszałem dzisiaj po południu, gdy ona do mnie zadzwoniła na skype. Nie wiedziałem, czy to stało się naprawdę, czy tylko przez to, że mam dość dużo alkoholu w sobie.
Stałem i patrzyłem się jak głupi na nie, uświadomiłem sobie, że gdy wrócę do chłopaków będę musiał jeszcze więcej wypić, nie chciałem, ale co miałem zrobić. Nie wyjdę, uznaliby mnie potem za jakiegoś tchórza czy coś, moja reputacja by się zepsuła...
Spojrzałem na nich a oni się z czegoś śmiali, jak zawsze.
Wróciłem do nich.
-To teraz za co pijemy? - spytałem i ch*j mnie obchodziło, czy zaleję się w trupa, raz się żyje a poza tym nie raz już takie imprezy przetrwałem.

*ona*

Siedziałyśmy w parku na ławce, gdy Carolina zaproponowała mi, żebyśmy wieczorem wybrały się do klubu. Wiedziałam, że to nie spodoba się mojemu ojcu, ale co mi szkodziło. Aż taka święta nie jestem... No właśnie nie jestem, tak samo jak i on.
Zgodziłam się, musiałam jakoś się wyrwać z mojego nowego domu i uczcić rozpoczęcie roku w nowej szkole i nowym mieście z nową przyjaciółką.
Rozmawiałyśmy jeszcze z pół godziny i gapiłyśmy się na ludzi. Wydawało to się trochę dziwne, ale fajne. Lol.
-Idziemy coś się napić? Tutaj jest taka fajna kawiarnia, chodź pokażę Ci. - powiedziała Carolina z uśmiechem na twarzy.
-Okay. Spoko. - odpowiedziałam jej i poszłyśmy.
Usiadłyśmy przy pierwszym wolnym stoliku a kelner od razu przyniósł nam menu.
-Ja poproszę latte. - zaczęła Calina.
-A ja... - tyle tego tam było, że nie wiedziałam co wybrać aż wreszcie się zdecydowałam - Café Creme. - uśmiechnęłam się do kelnera.
-Jak tam, podoba Ci się w nowej szkole? - zapytała nagle dziewczyna.
-To dopiero pierwszy tydzień - zaśmiałam się - ale nie jest tak źle. - odpowiedziałam.
-Będzie lepiej, zobaczysz. Tylko ten rok, jeszcze jeden i koniec.- rzekła - Szybko minie.
-W takim towarzystwie to na pewno. - uśmiechnęłyśmy się do siebie.
Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale przeszkodził nam kelner, który przyniósł nasze zamówienia. Spojrzałam na Carolinę i wyleciało mi z głowy.
Wypiłyśmy napój i wychodząc zadzwoniła komórka Caroliny. Dziewczyna odebrała. Nie wsłuchiwałam się w rozmowę, ale usłyszałam tylko "okay, zaraz będę", "spoko", "no".
Po rozłączeniu spojrzała na mnie i powiedziała, że musi wracać do domu a przy okazji wejść do sklepu.
-Przyjdę po Ciebie o ósmej. - pożegnała się i poszła w swoją stronę.
Stałam chwilę w miejscu myśląc co zrobić. Stwierdziłam, że wrócę do domu, bo i tak nic innego nie mam do roboty. Pomyślałam, że znajdę jakieś ubrania na wieczór, bo zapomniałam, że wszystkiego i tak tutaj nie mam.
Wchodząc do jeszcze pustego domu odwróciłam się i zerknęłam na dom Justin'a. Nie wiem dlaczego, ale tak odruchowo, chciałam po prostu sprawdzić czy może go zobaczę. Ale jego tam nie było, więc zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam do swojego pokoju.
Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Przez chwilę myślałam o tym co przez ten tydzień mnie spotkało. Przypomniało mi się, że miałam dać znać moim starym znajomym. Starym... Można ich tak już nazwać. Wstałam i wyjęłam z jeszcze nierozpakowanej torby laptop. Usiadłam przy pustym biurku i włączyłam go. Poczekałam chwilę, aż się wszystko uruchomi i weszłam na facebook'a. Zauważyłam, że mam trzy zaproszenia. Były one od Caroliny, Justin'a i Nathan'a. Zaakceptowałam i z ciekawości weszłam na profil Bieber'a.
Większość postów to były żarty jego i Nathan'a oraz jeszcze jakiś innych chłopaków.
-Nigdy ich nie zrozumiem. - powiedziałam do siebie.
Weszłam w zdjęcia, ale okazało się, że nie ma ich za wiele. Jak to chłopak, nie lubi zdjęć.
Wyszłam z jego fejsa i włączyłam skype. Oczywiście znowu powitały mnie trzy zaproszenia do kontaktów. Przyjęłam je i zauważyłam, że Justin jest dostępny. Chciałam coś napisać, tak tylko, po prostu chciałam się dowiedzieć co u niego słychać... Czy..? Sama już nie wiedziałam po co. Ale nawet nie odważyłam się napisać jednej litery.
Nagle usłyszałam dźwięk samochodu, podeszłam do okna i zauważyłam, że tata wrócił. Trochę mnie to zdziwiło, bo myślałam, że wróci wieczorem, jak zawsze. Wróciłam przed laptop i spojrzałam jeszcze raz na ekran.
Usłyszałam głośny dźwięk, jakby ktoś drzwi wyważył. Przestraszyłam się i przez przypadek kliknęłam coś w laptopie i szybko zamknęłam. Wstałam i doszłam tylko do drzwi, gdy się otworzyły. Zobaczyłam w nich wściekłego tatę a jego mina mówiła wszystko. Chciał znowu to zrobić a ja jak zwykle chciałam uciec. Złapał mnie i dotykał w różnych miejscach.
-Zostaw mnie! - krzyczałam. - Nie dość Ci już było, czemu mi to robisz? - zapytałam nagle, nigdy o to nie pytałam, jakoś nie miałam odwagi a teraz wszystko miało być ślicznie, pięknie a on nagle przyszedł.
-Przestań krzyczeć. Nic Ci się nie stanie... Jak zawsze. - powiedział i kontynuował to co zaczął. Po chwili straciłam całe ubranie, które miałam na sobie i działo się to co zawsze.

Zamknęłam się w łazience. Nie chciałam z niej wyjść. Miało być dobrze, w nocy powiedział, że już nigdy tego nie zrobi. A jednak... Tak było zawsze. Nie mogłam się od niego uwolnić, bo jednak był moim ojcem. Tym okropnym, obrzydliwym chujem, ale jednak ojcem.
Łzy leciały już automatycznie. Nie chciałam płakać, już za dużo takich momentów miałam. Usłyszałam jak samochód odjeżdża, więc postanowiłam wyjść z łazienki i udać się do swojego pokoju.
Wchodząc zobaczyłam, że jest już siódma a o ósmej umówiłam się z Caroliną. Szybko znalazłam jakieś ubrania a dokładniej niebieskie rurki, czarny top i jakieś trampki. Mój ulubiony strój, miałam nadzieję, że na imprezę się nada, bo nic innego nie miałam. Sukienki nie założyłabym, spódniczki tym bardziej, jakoś nie lubiłam w tym chodzić. W spodniach czułam się najlepiej, bo były wygodne do tańca a taniec to jeden nieodłączny element mojego życia.
Ogarnęłam się w łazience i po czterdziestu minutach byłam gotowa. Weszłam jeszcze na chwilę do pokoju i zauważyłam, że laptop jest włączony. Otworzyłam go a skype nadal był otwarty i była jakaś rozłączona rozmowa z Justin'em, która trwała kilka minut. Mój laptop ma już cztery lata, więc może coś zaczyna się psuć. Olałam to i wyłączyłam go. Przez chwilę jeszcze stałam tak nad nim i zaczęłam go pakować. Wzięłam też w torbę jakieś ciuchy na przebranie, ładowarkę od telefonu i komórkę w kieszeń.
Carolina czekała na mnie przed domem. Wyszłam i zamknęłam drzwi.
-Gdzie Ty się wybierasz? - spytała widząc mnie z tą torbą.
-Wyświadczysz mi przysługę? - spytałam.
-Oczywiście, ale o co chodzi?
-Przenocuj mnie dzisiaj. Zaniesiemy to do Twojego domu i możemy ruszać. - odpowiedziałam
-Dobra, ale.. - zaczęła.
-Później Ci wszystko wytłumaczę. - uśmiechnęłam się i ruszyłyśmy.

Stałam przy barze i piłam drinka, gdy nagle ktoś powiedział:
-Cześć młoda. - odwróciłam się i zobaczyłam Justin'a. Trochę się zdziwiłam widząc go.
-No hej. - odpowiedziałam.

-A co Ty tu robisz? - spytał.
-Stoję, piję... - podniosłam szklankę z drinkiem do góry - i się bawię. - uśmiechnęłam się szeroko.
Bieber był chyba bardzo pijany, albo tylko tak mi się wydawało. Ja też byłam trochę wstawiona, ale widać, że on ledwo się trzymał na nogach.
-Czy Ty czasem nie jesteś za młoda na to? - podniósł moją rękę z drinkiem.
-Nieważne. - odpowiedziałam.
-Nieładnie. Z kim tutaj jesteś? - zapytał, gdy nagle podeszła do nas Carolina, którą zgubiłam gdzieś na parkiecie.

-Ooo..Siema Jerry! - rzekła.
-Hej. - odpowiedział - Nie sądziłem, że Was tutaj spotkam. - był dość zmieszany, ale to chyba przez alkohol.
-Nie wiem jak Ty, ale my wracamy się dalej bawić. Dozo w szkole czy tam jutro, nieważne. - Calina wzięła mnie za rękę i wciągnęła w głąb ludzi na parkiecie.
Było to dość dziwne spotkanie, to było normalne, że on chodzi na imprezy czy coś, ale że go zobaczę całkowicie zalanego. To był ciekawy widok, bo i tak wyglądał tak samo powalająco jak normalnie. Co ja gadam... On jest po prostu normalny. Jak każdy chłopak.
Więcej już nie piłam, nie chciałam stracić wątku a Justin'a już nie widziałam.
Wyszłyśmy około drugiej i zrobiło się trochę zimno. Szłyśmy w stronę domu Caroliny, gdy nagle zauważyłyśmy chłopaków.
-Ejj.. Debile! - krzyknęła Calina a oni się odwrócili na co my się zaśmiałyśmy.
Podeszłyśmy do nich i zauważyłam, że Justin nie trzymał się zbyt dobrze.
-Boże.. Bieber... - powiedziałam.
-S-ł-słu-słucham... - wydukał podtrzymując się Nathan'a.
-Daj spokój, on jest totalnie nawalony. - rzekł Sykes.
-Ha nie wierzę, Jerry pierwszy raz dał się aż tak nabzdryngolić. - zaśmiała się Carolina. - Może nie zabierajmy go do domu? Bo jak jego rodzice go zobaczą... Nie będzie miło.
-No właśnie nie wiem co z nim zrobić... - powiedział Nathan i spojrzał na Justin'a.
-Mam pomysł. Zaprowadź go do mnie, mam wolą chatę, jedynie Veronica będzie. - uśmiechnęła się Calina i spojrzała na mnie a ja trochę się skrzywiłam. - Nie będzie tak źle. Prześpi się w gościnnym.
-Ale Lolly, musisz go zanieść. - rzekłam.
-Spoko. Już się robi. - Nathan podtrzymywał ciągle Justin'a a my szłyśmy obok.
Otworzyłam drzwi do domu, aby Sykes mógł go wprowadzić. Położył go na kanapie.
-Jak coś, był u mnie. Jutro powiem to jego starszym. - uśmiechnął się i wyszedł.
-Czy... on śpi? - spytałam patrząc na leżącego jak trup Bieber'a.
-Nie wiem, ale ja idę spać. - powiedziała - Wiesz gdzie masz pokój i swoje rzeczy. - uśmiechnęła się i poszła do siebie.
Nachyliłam się nad nim i chciałam dotknąć jego twarzy, żeby sprawdzić czy śpi, gdy nagle otworzył oczy.
-Ooooo....Roo-Ronnie - wymamrotał.
-Co? - zapytałam lekko przestraszona.
-No, Roooooonie - przeciągał - Veeeeroooooonica.
-Aa.. Dobra. Idę spać. - rzekłam i ruszyłam ku schodom na górę, gdzie był pokój w którym miałam swoją torbę.
-Nieeeee. Nieeee zostawiaj mnie. - odwróciłam się i zauważyłam jak chłopak chciał się podnieść.
-Kretynie, jesteś pijany. Zaraz się przewrócisz. - podeszłam do niego, na co on złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, gdy upadał na kanapę. Byliśmy zbyt blisko siebie i czułam się niekomfortowo, taka czułość przypominała mi o tym co robił mi tata.
Szybko się od niego oderwałam.
-Idę spać. Tobie też radzę, jutro będziesz mieć mega kaca.
-Dobraaaaaanoc pię-ę-ę-kna. - przewróciłam oczami i poszłam do pokoju.
Kręciło mi się w głowie, więc szybko położyłam się na łóżku i zasnęłam.