Wychodząc ze szkoły razem z Lolly'm czekaliśmy na Caline. Stojąc przed bramą szkoły gadaliśmy o tym co będziemy robić w weekend.
-W sobotę wieczorem mały wypad na miasto nie zaszkodzi, co? - spytał mnie Nathan.
-Pewnie. Zabierzemy jeszcze Tom'a, Jack'a i Igor'a*. Męski wieczór jak za dawnych czasów. - zaśmiałem się.
-Coroczne spotkanie na rozpoczęcie szkoły. - uśmiechnął się chłopak - Czy Cali wspominała coś o tym, że ma jakąś nową przyjaciółkę? - spojrzeliśmy na zbliżającą się Carolinę razem z dziewczyną, która od początku roku na mnie wpadała.
Przyznam, że nie zawsze to było z jej winy, ale to wydawało się dość dziwne.
-Nie przypominam sobie...
-Cześć lenie. - przywitała się z nami - Chciałam Wam kogoś przedstawić. - spojrzała na nieznajomą - To jest Veronica. Jest tutaj nowa, chodzi razem ze mną do klasy i... - uśmiechnięta Calina zaczęła o niej opowiadać.
-Ej, ej, ej.. Stop! Cali. Spokojnie - Nathan nie mógł powstrzymać śmiechu, miewał tak dość często od czasu, gdy dowiedział się, że Carolina połączyła naszą panią od historii, która jest piękna jak bogini Afrodyta, wielu uczniom się podobała, bo nie dość, że ładna to i młoda, z naszym nauczycielem od wychowania fizycznego, który ma brzuch wielki jak bęben, na głowie włosów tyle, że mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, wiek gdzieś sięgający pięćdziesiątki i zawsze gramy w jakieś gry na jego lekcjach, bo jemu nie chce się nas uczyć. Dobrze, że jeszcze w tej szkole istnieją tacy ludzie.
-Czemu on się ciągle śmieje i z czego? - nagle odezwała się nowa.
-On tak ma, nie zwracaj na niego uwagi. - odpowiedziałem, po czym Sykes się uspokoił i się na mnie spojrzał.
-Ej... - syknął.
-No co, taka prawda. Zawsze się tak głupio śmiejesz i wszyscy Cię na chwilę olewają, bo nie ma na co patrzeć. - powiedziałem po czym, przypomniało mi się, że nie przedstawiłem się tej nowej.
-Tak w ogóle to Justin jestem. - z uśmiechem podałem jej dłoń.
-Veronica. - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
-A ten debil to Nathan. - wskazałem Lolly'ego, który nie bardzo wiedział o co chodzi.
-Dobra chłopaki, ja muszę już lecieć, mama kazała mi jeszcze coś kupić. - rzekła Calina, pożegnała się i mijając nas poszła w swoją stronę.
-My też już idziemy. Chyba nie będziemy cały dzień pod szkołą stać. Cali szybko nam zniknęła a miałem się jej zapytać czy ma wolną niedziele. No nic... Może do niej napiszę. - powiedziałem i spojrzałem na Veronicę - Idziesz w tę samą stronę może? Jeśli tak to Cię odprowadzimy i trochę pogadamy. - zaproponowałem.
-Idę tam. - wskazała moją prawą stronę, która prowadziła również w kierunku naszych domów.
-Świetnie, bo my też. - uśmiechnął się Nathan i ruszył pierwszy w tamtym kierunku.
Przez chwilę szliśmy w ciszy, ale to nie byłoby podobne do Sykes'a gdyby nic nie powiedział.
-To... Jeśli mogę spytać, jak to się stało, że jesteś tutaj nowa? - zapytał.
-Przeprowadziłam się tutaj ze Stanów. Mój tata znalazł jakąś pracę, albo dostał inną posadę. Sama już nie wiem. Jakoś przestało mnie już wszystko interesować, za dużo zmian. Nie potrafię się na razie tutaj przyzwyczaić. - skończywszy mówić objęła się ramionami i szliśmy dalej.
-Spokojnie młoda, będzie dobrze. Jeśli masz jakieś pytania czy coś w tym stylu to wal do nas. My wiemy wszystko o tym mieście, naszej szkole i dzielnicy... - zapewnił ją Nathan - A właśnie, na jakiej ulicy mieszkasz? - spytał
-Tavistock Road. - odpowiedziała.
-Poważnie? - tym razem ja zabrałem głos.
-Tak. - spojrzała na mnie dziwnie.
Tavistock Road to jedna z ulic mieszczących się w południowej części Londynu, w gminie Croydon. Znajdują się tutaj domki jednorodzinne, ale również hotele. Ja i Nathan mieszkamy w jednym z tych domków które się ciągną w górę. Ta ulica jest dość długa.
Od trzech lat chodzę do szkoły St Mary's High School. Szkoła znajduje się na ulicy obok. Nie mamy do niej aż tak daleko, ale zazwyczaj droga zajmuje nam sporo czasu, bo przecież po co się do niej spieszyć. Nie mam pojęcia gdzie dalej się wybiorę. Jeszcze o tym nie myślałem, a chyba powinienem. Dużo szkół znajduje się w mojej okolicy, lecz nigdy na to nie zwracałem większej uwagi. Za to Nathan, on już od dawna wiedział co chce dalej robić. Chociaż wiele razy zmieniał zdanie, ale jednak jest zupełnie inny ode mnie i chyba dlatego jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
-Nie wiem czy wiesz, ale mieszka tam takich dwóch zajebistych chłopaków. - chciałem trochę rozkręcić rozmowę - Jeden jest dobrze wysportowany, przystojny, ma piękne włosy... - powoli zaczynałem się śmiać z samego siebie, a Sykes nie wiedział o czym gadam - A drugi... - spojrzałem na niego - Jest mniej przystojny, brzydszy i nie ma takich pięknych włosów. - uśmiechnąłem się i przeczesałem palcami swoje włosy.
-Tak? - zaśmiała się - A poznasz mnie z nimi?
-Ale o kim Wy mówicie? - wypalił Lolly, a ja i Veronica wpadliśmy w śmiech.
-O nas idioto. O mnie o o Tobie. - odparłem po chwili.
-Aaaa.... to teraz już rozumiem, ale... Zaraz. - chwilę się zastanowił - To ja mam być tym brzydszym i mniej przystojniejszym? - spytał nie rozumiejąc widocznie całej zaistniałem sytuacji, która miała miejsce.
-Nie, ja. Debil. - odpowiedziałem.
-Jeszcze Was nie znam, ale podoba mi się to jak ze sobą rozmawiacie. - rzekła dziewczyna - Jesteście naprawdę zabawni. - uśmiechnęła się spoglądając najpierw na mnie, a potem na Nathan'a.
-Dzięki. Mam nadzieję, że się wszyscy jeszcze kiedyś razem spotkamy, ja Ty, Lolly i Cali. Jeśli chcesz to możemy we czwórkę pójść w niedzielę na pizze czy coś w tym stylu, bo sobotę mamy trochę zajętą. - zaproponowałem.
-Pewnie, czemu nie. Mój tata i tak zapewne będzie zajęty, więc nie będę sama w domu siedzieć. Może pokażecie mi miasto? No tzn. Croydon. - zaśmiała się.
-Mam pomysł. - odezwał się Sykes. - W przyszły weekend wybierzemy się do centrum. Pokażemy Ci Tower Bridge lub pojedziemy na London Eye. Co Ty na to? - spytał.
-Mnie się to podoba, tylko jak z resztą? - spojrzała na mnie.
-Ja tam nie mam żadnych planów, a Calinę się namówi.
W tym samym momencie doszliśmy do Nathan'a domu i stanęliśmy.
-To ja spadam już. - wskazał na swój dom - Dozo jutro w szkole.
-Wpadnę po Ciebie jak będę szedł. - rzuciłem a chłopak już podążył do domu.
-A Ty gdzie mieszkasz? - spytała Veronica.
-Trochę dalej. - odpowiedziałem - A Ty?
-Tutaj niedaleko. - wskazała palcem przed siebie.
-To idziemy w tę samą stronę. - uśmiechnąłem się i ruszyliśmy.
Nie wiedziałem o czym z nią mam teraz rozmawiać. Chciałem jakoś nawiązać znajomość, bo wiem, że dziewczyna była trochę speszona. Nie zdążyłem nic wymyślić, bo doszliśmy do mnie do domu.
-To ja już. Może Cię odprowadzić? - zapytałem.
-Nie, ja mam dom po drugiej stronie. O tam. - wskazała dom, który mieścił się dokładnie naprzeciwko mojego.
-I jeszcze mi powiesz, że Twój pokój jest po tej stronie? - chciałem ją trochę rozluźnić.
-Tak. - odpowiedziała, co mnie zaskoczyło.
-To do zobaczenia w oknie. - zaśmiałem się i pożegnałem.
Wchodząc do domu rzuciłem plecak gdzieś w kąt i pierwsze pytanie to jak zwykle co na obiad. Byłem strasznie głodny. Mama od razu podała mi posiłek, a ja po skończeniu poszedłem do swojego pokoju. Ponownie rzuciłem plecakiem, tym razem znalazł się przy biurku. Podszedłem do okna i wyjrzałem przez nie. Spojrzałem na okno Veronicki. Nikogo tam nie było. Po chwili rozejrzałem się po ulicy i zamyśliłem się.
___________________________________________________________________________
Po długim czasie kolejny rozdział. Myślałam, że dodam wcześniej.
Pisałam większość na telefonie, więc jeśli są jakieś błędy to przepraszam.
Mój brat zalał mi lapka i nie miałam kiedy dodać. Mam nadzieję, że
od przyszłego tygodnia już będę mieć :)
@wolfik69
świetny świetny świetny !! *.*
OdpowiedzUsuńPisz dalej ! <3
haha świetny.:D Czekam na nn ;)
OdpowiedzUsuń@Michaelowax3
Megaaa! Dawaj następny!! Prroszzę! <3
OdpowiedzUsuńAwwww mega jest!!!
OdpowiedzUsuńWeź no fajnie tak! mają naprzeciwko siebie okna i wgl..qwsdnwsdnwos fajnie!!
DALEJ chce!: D
Alex
do zobaczenia w oknie hahahahahahah
OdpowiedzUsuńuwielbiam cię <3